sobota, 8 lipca 2017

Zabierzcie się w podróż do świata retro ze Skarlet :)



„Książki są najlepszą inspiracją podróżujących!”





Kochani!

Skarlet mieliście okazję poznać już u mnie na blogu, przy okazji przepięknych i niezwykłych podróży po Bułgarii. Dzisiaj chcę Wam przypomnieć o Jej innych, ale równie interesujących książkach, które zabiorą Was w wysmakowaną podróż do świata retro.

Ja, wróciłam z tej niesamowicie klimatycznej podróży wyciszona i uśmiechnięta. Bardzo mi się podobała. Różnorodna, wielobarwna, z pewnymi zasadami, czy regułami. Podróż bogata o nowe doświadczenie. 

Zachęcam i Was do tej niezwykłej wędrówki retro szlakami. Od ciała po ducha. Wszak podróże kształcą, wiele mądrego uczą, ale też mają swoją moc sprawczą i są pretekstem do działania. Każdą książkę czyta się lekko, szybko i przyjemnie.

Obu pozycjom patronuję medialnie :)




"Z podróży do świata retro. Cz. I" 











„Z podróży do świata retro. Część II”

Czyli czas „Szyku”, atłasowych, szeleszczących sukien i mordercy we fraku ;)





A w niej znajdziecie:

















Zapraszam Was do podróży w czasie której trochę się pośmiejecie, trochę poczujecie jak damy i prawdziwi dżentelmeni. Zapraszam Was w podróż po dystans, chwile refleksji, tajemnic. Zapraszam Was na wspomnienia. Może wreszcie będzie to dla Was czas na wyciągnięcie starych albumów i rozmowę z bliskimi?



   

        zBLOGowani.pl
   




[Recenzja i wywiad] „W słońcu i we mgle” Dorota Schrammek. Tajemnice, które z czasem wypływają jak oliwa na wodę...









Wydawnictwo Szara Godzina

Ilość stron: 288

Nowość wydawnicza


Uwielbiam prozę Doroty Schrammek, bo pod lekkością pióra skrzętnie i skrupulatnie tworzy bardzo aktualne historie, zabierając nas za każdym razem w miejsca szczególnie prze Nią lubiane i darzone sentymentem. Nie inaczej jest w tym przypadku. Autorka zabiera nas w najpiękniejsze i najciekawsze miejsca Wałcza i jego okolic, osadzając akcję swojej powieści w małym hoteliku w centrum miasta, a bohaterki tak odmienne światopoglądem, zupełnie sobie obce, skrywające głęboko w sercu zadry z przeszłości w pewnym momencie zaczną wspólnie szukać swoich dróg i rozwiązań problemów.


W powieściach Doroty jest wszystko co potrzeba. Ciekawość, która rośnie z każdym wersem, począwszy od początku opowieści, znakomicie, wyraziście nakreśleni bohaterowie i bardzo aktualne tematy, jakie Autorka przemyca, wikłając swoich bohaterów w różne życiowe sytuacje, podchwytliwie wystawiając ich na proste i oczywiste rozwiązania.


W tym hoteliku spotkają się cztery bohaterki. Każda z nich skrywa w sercu pewne tajemnice, zadry z przeszłości. Autorka usnuła ich losy bez jakiejkolwiek nachalności. Każda z tych czterech kobiet tak silna i twarda na zewnątrz jest krucha i samotna ze swoimi problemami w środku. Każdej z nich los podetknie pod nos pewne furtki, tylko czy któraś z tego skorzysta?






W tej powieści Dorota Schrammek wprowadziła również wątki trochę poboczne, ale istotne dla bohaterów, które dotykają sfery niementalnej, duchowej. Zrobiła to śmiało, odważnie lecz z poszanowaniem wrażliwości czytelnika. Wypływa z nich pewien rodzaj ezoteryzmu, światopogląd jednej z bohaterek i jej otwartość na wszelkiego rodzaju siły duchowe. 


„W słońcu i we mgle” Doroty Schrammek to książka, która zmusza do głębszej refleksji, do otwarcia się na wszelkiego rodzaju wrażliwość. Książka, która uświadamia, jak wielką krzywdę wyrządzamy sobie nawzajem, gdy ze sobą szczerze nie rozmawiamy tylko tkwimy z tymi zadrami sami, odganiając się od swojej obecności. Książka o pięknej przyjaźni i jej niezwykłej sile, o bezinteresownej pomocy, urokliwych miejscach regionu wałeckiego oraz tajemnicach, które z czasem wypływają jak oliwa na wodę. Emocjonalna, subtelna, aktualna w swej wymowie merytorycznej, na każdą chwilę. Ja jestem pod ogromnym wrażeniem.


Polecam!


Za książkę dziękuję Autorce oraz Wydawnictwu:





Niespodzianka dla czytelników bloga Recenzje Agi. Książka zrobiła na mnie ogromne wrażenie, dlatego postanowiłam zadać Dorocie kilka ważnych dla mnie pytań, dotyczących przede wszystkim Jej bohaterów. Oto efekty naszej krótkiej, bo to zaledwie kilka pytań, ale istotnej rozmowy. 

A wszystkich, którzy śledzą twórczość Autorki, zapraszam już dzisiaj, po wcześniejszych uzgodnieniach, na czat z Dorotą, do mnie na fanpage na facebooku. Czat odbędzie się 19 lipca przez godzinę: 20:00 – 21:00 :)






Na początek bardzo Ci dziękuję, że zgodziłaś się udzielić mi tych kilka odpowiedzi i gratuluję świetnej, intrygującej powieści, od której ciężko się oderwać.

Dorota, „W słońcu i we mgle” to ósma Twoja książka. Skąd pomysł na taki trochę przyznasz eteryczny tytuł?

Uwielbiam film „Kogel-mogel” i wiodącą w nim piosenkę „Szukaj mnie”, śpiewaną przez Edytę Geppert. To w jej tekście padają słowa „W słońcu i we mgle”. Wykorzystałam tę frazę jako tytuł książki, bo pasowała mi jak ulał. Wytłumaczenie zatem proste ;-)


Dałaś w książce trochę tych specyficznych wątków, dotykających sfery pozaziemskiej. Nawet nie wiem, czy dobrze to ujęłam. Skąd pomysł na te wątki? 

W książkach ujmuję to, z czym miałam kiedykolwiek styczność. Podobnie było z niektórymi postaciami. Poznałam kiedyś panią, która po wypadku samochodowym, z którego z trudem wyszła żywa, zyskała dar jasnowidzenia. Wcześniej go nie miała. Czy to do końca sfera pozaziemska? Może zwyczajnie odblokowała się po wypadku jakaś część mózgu? Może każdy z nas taki dar posiada, tylko jeszcze o tym nie wiemy? Stawiam sobie co jakiś czas tego typu pytania. Natomiast od lat wierzę w moc świeczek i to też ma wymiar w powieści.

Szczególnie upodobałaś sobie Wałcz i jego okolice. Oprowadzasz czytelnika po najciekawszych jego zakątkach. Skąd miłość do tych miejsc?

Wychowałam się w okolicach Wałcza. Zawsze będzie bliski memu sercu. Mam więcej ukochanych miejsc na Pomorzu Zachodnim, co ma potem odzwierciedlenie w powieściach. Wałcz jest niezwykle interesujący. Zaraz po odpowiedzeniu na pytania wywiadu, pakuję się i jadę w tamte strony na weekend. Odbywać się będzie Festiwal Dwóch Jezior, nie mogę zaprzepaścić spotkania tam z czytelnikami!


Alicja to bardzo specyficzna bohaterka, która ma nietypowe zainteresowanie. Pokieraszowana przez przeszłość. Wiem, że zainteresowanie ezoteryką dałaś jej od siebie. A może się mylę? Interesujesz się tą tematyką, czy tylko lubisz zapalić sobie świeczki zapachowe i pokontemplować w ciszy?

Interesuję się ogromnie! Wiem, kiedy zapalić świeczki zielone, kiedy fioletowe, a kiedy czarne. Uwielbiam dziękować za przeżyty dzień za pomocą świeczek wotywnych. Bardzo często obdarowuję nimi swoje przyjaciółki i znajome. A że było zawsze w związku ze świeczkami wiele pytań, postanowiłam jedną z bohaterek obdarować świecową pasją i jednocześnie wszystko wyjaśnić zainteresowanym.

Wszystkie Twoje bohaterki łączy trudna przeszłość. Która sprawiała Ci więcej problemów?

Właściwie żadna. Jeżeli się wie, co chce się napisać, to nie ma problematycznych postaci.

Twoje najbliższe plany wydawnicze, może zdradzisz o czym będzie kolejna powieść?

Kolejna powieść ukaże się w drugiej połowie października. Będzie działa się na pograniczu polsko-niemieckim, w Ueckermünde i w Policach. Nic więcej zdradzić w tym momencie nie mogę ;-)

Dziękuję Ci za ten krótki wywiad, napisz coś od siebie dla czytelników:

Drodzy Czytelnicy! Ogromnie dziękuję, że chcieliście poświęcić tych kilka minut na przeczytanie rozmowy ze mną :) Mam nadzieję, że dowiedzieliście się trochę nowych rzeczy. Zapraszam do spotkania z moimi książkami :) Zachęcam także do podglądania fanpage na facebooku i instagramu. Pozdrawiam serdecznie!
Wasza Dorota.


   
        zBLOGowani.pl
   


piątek, 7 lipca 2017

[Zapowiedź patronatu medialnego] "Słowa to za dużo" Hanny Krugiełki :)




Kochani!

Miło mi poinformować, iż najnowszemu tomikowi poezji Hanny Krugiełki "Słowa to za dużo" nie tylko z przyjemnością patronuję medialnie, ale Wstęp jest również mojego autorstwa oraz rekomendacja na okładce :) Jestem dumna z Hani. Cenię ją za wytrwałość i upór, że nigdy się nie poddała.




Tomik został oddany do druku, niebawem pojawi się na rynku wydawniczym. A dzisiaj, przedstawiam Wam fragment ze wstępu:

"Nowe wiersze poetki przynoszą całą gamę barw, niesamowicie głębokich emocji oraz refleksji. Hanna Krugiełka umiejętnie pisze o miłości, nie mówiąc o niej wprost, tylko ukrywając w znaczeniach. To dla niej uczucie trwałe, niezaprzeczalne i jedyne w swoim rodzaju. Wolne i bezgraniczne. A przecież uczucia towarzyszą nam od chwili narodzin, zarówno lęk, cierpienie, ból, jak i radość czy euforia. Kreśli przed nami rzeczywistość wręcz namacalną, palpacyjną. Wiersze są i dłuższe formą, i krótsze. Są takie, w których nie potrzeba wielu słów, by zgrabnie ująć nastrój, sytuację i tym samym wciągnąć czytelnika w intymność swojej poezji. Zadaje konkretne pytania, ale też udziela rzeczowych odpowiedzi."

Oczywiście, polecam. Recenzja pojawi się już niebawem :)

[Przedpremierowo. Patronat medialny] „Pędzle w kieliszku” Patryk Beniamin Grabiec. O tym co trudne, emocjonalne, często wypierane przez świadomość...







Wydawnictwo Novae Res

Ilość stron: 175


To książka bardzo emocjonalna, która dotyka wrażliwej sfery naszego życia, bo nie każdy ma odwagę przyznać się do trudnych, głęboko ukrytych w pamięci chwil z przeszłości, która swoim cieniem potrafi przykryć się na naszym dotychczasowym bycie, przed kimś obcym, a co dopiero przed samym sobą. To książka, która mówi o niezrozumieniu, bólu samotności, zepchnięciu na margines społeczny, o poszukiwaniu drogi będącej najlepszym, pozytywnym rozwiązaniem, oderwaniem się od tego, co przywołuje z pamięci traumy. Autor zmierzył się z tematem bardzo po męsku, kreując autentycznego bohatera, który, jak na mężczyznę przystało, swój punkt widzenia ukazuje dosyć zwięźle, na zimno, jak na faceta przystało.



Autor miał świetny zamysł. Swojego bohatera – Janka umieścił w dosyć zwięzłej fabule, ale konkretnej, rzeczowej. Zrobił z niego alkoholika, który niemal w całości zaprzepaścił swoje życie. Janek wzbudzał we mnie dosyć skrajne emocje. Był moment, że chętnie bym go pocięła na kawałki, ale były też momenty, w których mu kibicowałam, starałam się zrozumieć. Nie współczuć, bo alkoholików nie darzę egzaltowanym uczuciem, ale starałam się dostrzec w nim chęć przemiany, wyjścia z tego dołka moralnego obronną ręką. A miał ku temu sposobność, bo kiedy traci się wszystko, staje wręcz na ostrzu noża, przychodzi taka chwila, że stoczenie się na samo dno jest doskonałym pretekstem do tego, by się od niego odbić. W Janku kilka razy dochodzi do skrajności. Jednak to miłość, o którą pragnie walczyć doda mu skrzydeł i nadzieję, że przecież zła passa musi kiedyś minąć. Czy mu się uda?





„Pędzle w kieliszku” Patryka Beniamina Grabca to taki wyrwany z prawdziwej rzeczywistości obraz człowieka, w którym demony z przeszłości obudzą się w zupełnie nieoczekiwanym momencie. A opowieść zaczyna dosyć dramatyczną sceną, w której dochodzi do przemocy fizycznej. Autor nie szczędzi czytelnikowi konkretnych scen, w których jego wrażliwość zostaje wystawiona na dosyć dużą próbę. Nie brak tu ciętego języka, potoczności, obrazów pokazujących jak funkcjonuje chory, zawładnięty alkoholowym amokiem człowiek, zepchnięty wręcz na margines społeczny, odarty z przyzwoitości. Nie brak scen z przemocą, ale i tych miłosnych.


To książka o próbach, wszelkich. O próbie odbudowy życia, wejścia na właściwą drogę. O próbie przełamania wewnętrznego strachu. Bardzo mi się podoba, że Autor opisuje rzeczywistość z perspektywy mężczyzny, używając konkretnych, krótkich zdań, nie roztkliwiając się nad nikim, to jeszcze bardziej dodaje jej animuszu i czyni autentyczniejszą. Nie przebiera w słowach, nadaje akcji odpowiedni ton i płynność. Książka, która dotyka trudnych tematów, ale myślę jest potrzebna.



Polecam! 






Za egzemplarz przedpremierowy i możliwość patronatu medialnego, dziękuję Wydawnictwu:





czwartek, 6 lipca 2017

[KONKURS PATRONACKI] Napisz i wygraj "Kim i Ktoś z Nikim" Jolanty Marcolli z autografem :)




Kochani!

Żeby nie było, że tylko dla dorosłego czytelnika organizuję konkursy. Dzisiaj wychodzę przede wszystkim z konkursem do dzieci i to ich najgoręcej zachęcam do udziału. Jeśli pogoda za oknem nie nastraja optymistycznie, albo spędzacie wakacje w domu, przypomnijcie sobie, w jakich okolicznościach poznaliście swojego prawdziwego Przyjaciela? Do wygrania są dwie książeczki od Jolanty Marcolli z Jej osobistym autografem. Jest o co powalczyć, bo książeczki oprócz wyjątkowych ilustracji opowiada właśnie o przyjaźni, takiej mega, która czasami swoje początki ma w tajemniczych, dziwnych okolicznościach :)





Zasady konkursu:


W konkursie udział może wziąć każdy.


W komentarzu pod postem odpowiadacie na pytanie konkursowe. Opiszcie okoliczności, w jakich poznaliście swojego prawdziwego Przyjaciela. Jeśli uczestnikiem konkursu jest osoba dorosła, mam prośbę, by napisała, dla kogo byłaby ewentualna nagroda.


Konkurs rozpoczyna się dzisiaj, czyli 6 lipca b.r. i kończy 6 sierpnia b.r. o godz. 23:59



Podpiszcie się jakoś, by nie było krępującej sytuacji przy wyłanianiu zwycięzców. Nie musicie ujawniać swojego adresu e-mail.


Po terminie wygaśnięcia konkursu, w ciągu trzech dni postaram się wyłonić zwycięzców. Mam nadzieję, że pomoże mi w tym również Autorka.


Udostępnijcie post konkursowy, polubcie profile: Wydawnictwa Jedyne Takie na FB i mój. Zachęćcie do wspólnej zabawy znajomych :)


Ważne!


Będę powtarzać do upadłego. Jeśli bierzecie udział w konkursie, pamiętajcie by sprawdzać wyniki konkursu. Po ogłoszeniu wyników bowiem, czekam trzy dni na adresy do wysyłki nagród.


Nagrody :)







„Przygody Wiki” Tadeusz Grubecki. Przygoda czeka na nas wszędzie :)






Wydawnictwo Psychoskok

Ilość stron: 56

Nowość wydawnicza




„Niech szum lasu nam wystarcza,
To naszego zdrowia tarcza;
Też na dalsze pokolenia,
Las nie lubi ust mielenia.”


Tadeusz Grubecki jako dziadek i Wiki jako wnuczka, to dwaj narratorzy, podmioty liryczne w wierszowanych historyjkach, które zachęcają do wędrówek na łono natury i podkreślają jej walory, nie tylko estetyczne, ale przede wszystkim zdrowotne. Fajne, dźwięczne, rymowane opowieści dla nieco młodszych, ale i trochę starszych, bo nigdy nie jest za późno na odkrywanie ciekawostek o otaczającym nas świecie. Bardzo ciekawym zabiegiem jest to, że Autor oddaje głos Wiktorii, nie ograniczając się tylko do własnych spostrzeżeń.


Książeczka w prosty i bardzo przystępny sposób, nawet do samodzielnego czytania przez dziecko, zachęca do aktywnego spędzania czasu, z przyrodą za pan brat, bo przecież ona kryje w sobie wciąż wiele tajemnic i nowinek. A poza ty, nic tak nie poprawia samopoczucia i humoru, jak dobra zabawa na świeżym powietrzu. Autor, wraz ze swoją wnuczką zabierają nas na wycieczkę do ogrodu: „W naszym ogrodzie,/ Czas radośnie płynie,/ W przyrody urodzie,/ Z cudu kwiatów słynie./ Tu odpoczywamy,/ Pośród łąk i lasów./ Świetny relaks mamy,/ Od dawnych już czasów.”, na działkę, do lasu, a nawet do szkoły. Bo przecież wszędzie można bardzo fajnie i przyjemnie spędzić czas, czy to razem z rodziną, czy z przyjaciółmi: przy ognisku, na spacerze, budując szałasy, podpatrując życie natury.









„Przygody Wiki” Tadeusza Grubeckiego uprzyjemni czas każdemu, nie tylko dzieciom, ale i rodzicom, zachęci do aktywności. W bardzo rymowany, dźwięczny sposób pokaże pozytywy korzystania z dobrodziejstw przyrody, o których w tych wierszowanych historiach dużo, ale też mowa o miejscach wyjątkowych, w których Autor bywał wraz z bliskimi.

A na zakończenie słów kilka z wiersza:

„Natura jest taka cudna,
Rzeczywista, nie ułudna.
Gdy potrafisz to i dojrzeć,
Tak na Boży ten świat spojrzeć -
Toś mój bracie jest szczęśliwy,
Zawsze szczery i prawdziwy.
Duszy to jest kształtowanie,
Czułe życia układanie.”


Polecam!


Za książeczkę dziękuję Wydawnictwu:











środa, 5 lipca 2017

WYBRANY FRAGMENT "Mój pomysł na życie" Elżbiety Kosobuckiej :)




Dla Was - czytelników bloga, specjalnie wybrany fragment najnowszej powieści Elżbiety Kosobuckiej, której z przyjemnością patronuję medialnie :)






"Po powrocie do stolika Paweł wdał się w rozmowę z Robertem, właścicielem salonu samochodowego i Danielem, prezesem firmy budowlanej. O czym oni, do cholery, mówili. Czy naprawdę interesowały ich rodzaje asfaltu? To nie żart! Po dwudziestu minutach debaty na ten, jakże dla nich zajmujący, temat, przeprosiłam ich i wstałam od stołu. Przeszłam do środka willi i rozejrzałam się w poszukiwaniu toalety. Na dole snuło się sporo ludzi. Weszłam na piętro i sprawdziłam korytarz po prawej, ale nie znalazłam interesującego mnie pomieszczenia, zawróciłam więc i poszłam w drugą stronę. Trzecie drzwi były tymi, których szukałam. Piaskowe płytki oraz wielkość pomieszczenia były pierwszymi, ale nie ostatnimi rzeczami, na które zwróciłam uwagę. Gdy już skorzystałam z toalety i upewniłam, że mój makijaż i fryzura nadal są nienaganne, dotarło do mnie, że nadarzyła się idealna okazja, by podrzucić Pawłowi pieniądze.
Na korytarzu otworzyłam najbliższe drzwi — sypialnia. Nie chciałam tu wchodzić. Trzecie drzwi prowadziły do gabinetu. To było to. Przy oknie stało dębowe biurko i ono było moim celem. Miękki dywan stłumił odgłos szpilek. Szuflada wydawała się odpowiednim miejscem na podrzucenie koperty. Tam ją na pewno znajdzie. Usiadłam w fotelu, zapadając się w nim wygodnie. Pierwsza szuflada była zamknięta, kolejna tak samo. Zwątpiłam już, gdy ostatnia ustąpiła. Na dnie leżały nowe pióra w futerałach. Zaczęłam się zastanawiać, czy on ją w ogóle otwiera, gdy nagle usłyszałam odgłos kroków. Podjęłam decyzję i koperta wylądowała na pudełkach. Szuflada stuknęła ciut za głośno, a ja poderwałam się z fotela. Minęłam biurko, gdy otworzyły się drzwi i w wejściu stanął Paweł. Wzięłam wdech, uśmiechnęłam się i idąc w zaparte, postawiłam na zagranie idiotycznej scenki.
— Szukałam toalety — powiedziałam, co było bliskie prawdy, przynajmniej wcześniej.
— Taaa, jasne. — Zlustrował mnie, a potem przeniósł spojrzenie na biurko. — Czego tam szukałaś?
— Niczego. — Uciekłam od niego wzrokiem.
— Niczego — powtórzył powoli.
— Chodźmy. — Złapałam go za rękę i pociągnęłam do wyjścia.
— Nie sądzę. Najpierw dowiem się, co naprawdę tu robiłaś. — Przycisnął mnie do ściany.
— Nic takiego. — Nie chciałam, żeby za szybko się wydało, po co tu przyszłam. — Rozglądałam się. — Próbowałam wytrzymać jego wzrok, ale łatwo nie było.
— Nie wiem czemu, ale jakoś ci nie wierzę. — Pochylił się nade mną, muskając ustami moje włosy.
— Ale to prawda — udało mi się wykrztusić.
— Zobaczymy.

Miał nieprzejednany wyraz twarzy. Objął mnie w pasie i pomimo mojego sprzeciwu prowadził w stronę, z której przyszłam."


WYNIKI KONKURSU PATRONACKIEGO z książką "Jak ukryć dziurę w ścianie" Magdaleny Niebrzydowskiej :)





Kochani!

Przyszedł czas na rozstrzygniecie konkursu z książką "Jak ukryć dziurę w ścianie" Magdaleny Niebrzydowskiej, której to z przyjemnością patronuję medialnie. Jako zadanie konkursowe, mieliście dokonać własnej interpretacji tytułu książki. Chociaż odpowiedzi nie było dużo, to ciężko było mimo wszystko wybrać dwie.

A sposoby na ukrycie dziury mieliście różne. Od takich bardzo ekstremalnych zmierzających do zaklejenia jej gipsem lub plasteliną, po wyburzenie całkowite ściany. Do odpowiedzi w formie poetyckiej, po wytłumaczenie zwięźlejsze, konkretniejsze.


Nie mniej, nagrody wędrują do:

Gosi oraz Sylwii W.




Serdecznie gratuluję! :) 


Czekam na Wasze adresy do wysyłki nagrody na adres e-mail: stokrotka954@wp.pl



Poniżej - galeria pokonkursowa, która powędrowała do Autorki :)























„Zioła dla smaku, zdrowia i urody” Małgorzata Kaczmarczyk :)







Wydawnictwo Samo Sedno


Ilość stron: 101, oprawa twarda

Nowość wydawnicza


„Tęsknię za czasami, gdy ludzie byli silnie związani z przyrodą. Natura ma ogromny wpływ na człowieka, gdyż wibracje roślin i ludzi przenikają się, tworząc wspólne pole energetyczne. Warto więc poddać się sile natury, by uleczyć duszę i ciało.”


Już przy okazji ostatniej publikacji pisałam, że coraz częściej skłaniamy się ku naturze. Wydaje się to jednak wciąż za mało i coraz częściej jesteśmy w stanie odkrywać w niej coś na nowo. I, jak przekonuje Autorka tej publikacji, warto poznawać ją palpacyjnie, przez dotyk, zapach, a nawet smak. Zioła znane są od wieków, praktycznie od początków ludzkości. Jedne spowszechniały, znane są już niemal w każdym w domu, drugie dopiero się dostrzega, metodą prób i błędów. Czy człowiek odwróci się do natury nie placami a twarzą? Coraz częściej poszukuje, przebiera, odnajduje w niej to, czego szuka, ale jestem pewna, że za jakiś czas, to zioła i natura będą źródłem i sposobem na życie, bo jesteśmy przecież jej częścią, a tymczasowe zakłócenia naturalnej więzi miną i przyroda stanie się tym, co człowieka najlepiej utrzyma przy życiu. 





Coraz częściej otrzymuję przepiękne książki, które elektryzują okładką, przyciągają oko niebanalnym podejściem do tytułu. Ascetyczne w swej wymowie, przebogate merytorycznie i edytorsko. Tę chce się wziąć w ręce od razu, bez zastanowienia. Interesująco wydana, zawierająca wiele praktycznych rad, porad, przepisów. Dla kogo? Dla każdego. Dla osób, które się znają na ziołach i dla zupełnych amatorów, laików. Bo nigdy nie wiadomo, co ciekawego w sobie kryje, co ciekawego odkryjemy. Prawda. Dlatego zachęcam do zapoznania się z tą pozycją.


Autorka publikacji prowadzi blog - Zioła Wyspa o naturalnych metodach i sposobach na życie. Co ciekawe, jak sama we wstępie książki pisze, ziołami tak na dobre zainteresowała się, kiedy wraz z rodziną kupili gospodarstwo rolne w Beskidzie Wyspowym. Chcąc nie chcąc, otoczenie gospodarstwa wymusiło na Niej coraz to dłuższe wycieczki po lasach, łąkach, a dzika roślinność na pochylenie się i wyłuskanie najcenniejszych informacji o nich i ewentualnym wykorzystaniu ich w codziennym życiu. 


Książka nie jest typowym poradnikiem. Podzielona na pięć istotnych rozdziałów przywołuje z pamięci, przynajmniej w moim wypadku, babcine spacery i powroty do domu z naręczem dziwnych często roślin, których znaczenia jako dziecko nie pojmowałam, a babcia tylko się uśmiechała i szeptała coś pod nosem. Autorka pokazuje, na jak wiele sposobów można wykorzystać zioła, i że wcale nie potrzeba do tego wyszukanych sposobów, czy metod, opartych przede wszystkim na Jej doświadczeniu i wieloletnich obserwacjach. Wszystko potrzebuje osobnej uwagi, od ich zbierania, po sposoby suszenia, przechowywania, czy tworzenia z nich maceratów. W książce znajdziecie mnóstwo praktycznych przykładów: jak wyciągnąć moc z ziół potrzebne na napary, odwary, soki, syropy, wyciągi olejowe, octowe, glicerynowe, macerację ziół w alkoholu, w winie. Jak zastosować zioła w kuchni tworząc z nich nie tylko napoje, zupy, sałatki, desery, przekąski, ale przede wszystkim, jak je do potraw dodawać, jak zastosować. Osobny rozdział poświęcony jest ziołowej apteczce, czyli różnym praktycznym radom i poradom zastosowania ziół przy różnego rodzaju dolegliwościach chorobowych, począwszy od przeziębień, po nastroje nerwowe, problemy z trawieniem, problemy skórne i wzmocnienie organizmu. Ostatni rozdział w dużym stopniu zainteresuje kobiety. Autorka podaje konkretne przepisy na kosmetyki z ziół.
















Jednym słowem, książka „Zioła dla smaku, zdrowia i urody” Małgorzaty Kaczmarczyk to skarbnica wiedzy i praktycznego wykorzystania ziół w naszym życiu, jak się okazuje jest ono wszechstronne. Książka napisana lekko, zrozumiale, wnikliwie, z dbałością o każdy szczegół, z nieprzeliczoną ilością pięknych, w pełni oddających treść, zdjęć. Dla każdego. Cieszę się, że powstają tak mądre i wspaniałe książki, z których możemy czerpać wiele cennych informacji. Mam nadzieję, że zainspiruje Was do otworzenia się nie tylko na zioła, ale szczególnie na naturę, która nas otacza. 









Polecam i to bardzo!



Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu:
















wtorek, 4 lipca 2017

[Zapowiedź wydawnicza] Już 19 lipca premiera książki Katherine Webb „Angielka” :)






W kraju pełnym tajemnic sama ustalasz reguły gry…

Rok 1958. Joan Seabrook, świeżo upieczona archeolożka, spełnia marzenie swojego życia o wizycie w Arabii i przybywa z Anglii do starożytnego miasta Maskat. Próbując zapomnieć o osobistej tragedii, chce zbadać pustynny fort Jabrin i odnaleźć ukryte w nim skarby.

Lecz Oman to kraj zagubiony w czasie – surowy, pełen tajemnic i pogrążony w krwawym konflikcie. Podróż do Jabrin może okazać się więc niemożliwa. Rozczarowanie Joan pogłębiają opowieści pionierki i odkrywczyni Maude Vickery, idolki z dzieciństwa, której dokonania rozpaliły fantazje i ambicje młodej archeolożki.

Spotkanie z niezwykłą samotniczką Maude wywraca życie Joan do góry nogami. Przyjaźń kobiet zacieśnia się, a Joan daje się wciągnąć w wir przygód. Gdy zaczyna zastanawiać się nad swoimi wyborami i motywami Maude, jest już za późno. Joan zdaje sobie sprawę, że stała się pionkiem w podstępnej grze, która ma wyrównać dawne porachunki. Teraz musi opowiedzieć się po którejś ze stron i znaleźć sposób na zatrzymanie lawiny wydarzeń, którą sama wywołała, nim dojdzie do straszliwych konsekwencji.

Czy dziewczyna, która opuściła Anglię dla tego pięknego, lecz niebezpiecznego miejsca, zdoła wrócić do domu?





„Antyk w malarstwie. XV – XXI wiek” Bożena Fabiani






Wydawnictwo PWN

Ilość stron: 336


Antyk jest bardzo inspirującą epoką, pełną kontrastów. Licząca ponad cztery tysiące lat, zagarnia czas najstarszych cywilizacji oraz początki chrześcijaństwa. Nie trzeba być również wielkim odkrywcą , by wiedzieć, iż w ogóle starożytność – kultura, literatura, czy historia są fundamentami Europy, a kształt polskiej literatury zawdzięczamy w pełni literaturze Antyku. Stąd, jako epoka wielkich fundamentów sztuki, kultury, Antyk stanowi epicentrum natchnienia, z którego wciąż czerpią współcześni twórcy.


W jakim celu powstała ta książka? Przede wszystkim, nie należy traktować jej jako typowej rozprawy naukowej, ale może posłużyć jako źródło bezcennej wiedzy. To rodzaj gawęd, luźnych, lekko i ciekawie napisanych tekstów tematycznych, konkretnych, bez niekontrolowanego gadulstwa i moralizatorstwa. To także skarbnica przepięknych zdjęć ujmujących i oddających w pełni konkretyzm treści. Zamysłem Autorki było udowodnienie, jak mity greckie czy rzymskie odznaczyły i odznaczają się w malarstwie, czy rzeźbie. Pokazuje ciągłość tradycji, wątków, które pojawiły się głównie w okresie renesansu, a są powielane przez kilka następnych wieków. Autorka nie pomija konkretnych dzieł i artystów, którzy je stworzyli. 







Bożena Fabiani wcieliła się w rolę swoistego przewodnika. Zabiera czytelników w wyjątkowe miejsca. Opowiada, poza tradycją mitologiczną o zabytkach pompejskich, czy kulturze antycznej na wyspie Capri. A wszystko zwięźle, lekko, zrozumiale, bez zbędnych ozdobników. Ta pozycja jest wyjątkowa, pod względem merytorycznym, jak i edytorskiej. Stanowi źródło uniwersalnych inspiracji i bezcennej wiedzy. Widać w niej poświęcenie Autorki w każdym temacie, doświadczenie i klasę samą w sobie. Plastyczne, sugestywny opisy i odpowiedni ton.




Polecam!





Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu:










poniedziałek, 3 lipca 2017

[Recenzja przedpremierowa. Patronat medialny. Rekomendacja] „To był maj” Anna Konstanty. Nigdy nie jest za późno na spełnianie się :)







Wydawnictwo Novae Res

Ilość stron: 292


Nikt mi nie powie, że okładka nie przyciąga oka. Przyciąga i to jak! Do tego sugestywny tytuł, kojarzący się głównie ze słowami słynnej piosenki zespołu Universe „To był maj”, czy „Małgośką” Maryli Rodowicz. I faktycznie, gdyby się tak przyjrzeć i porównać je z fabułą książki, pewne elementy by się zgadzały, bo dla głównej bohaterki właśnie ten jeden miesiąc w roku, w którym to kończy swoje czterdzieste urodziny okażą się po prostu przełomowym czasem i otwarciem się na nowe. A, jak wiadomo, gdy tylko zakwitają bzy, serce buzuje ferią barw.


Czterdzieste urodziny wcale nie muszą oznaczać kryzysu połowy życia i zatapiania się w ciepło puchowych kapci. Ewa, główna bohaterka najnowszej powieści Anny Konstanty, to od kilku lat wdowa, matka dorastającej córki. Uporządkowany świat Ewy, oparty na rutynie zaznaczają czterdzieste urodziny i świadomość, że jakiś etap w jej życiu już się zakończył. Chociaż, co to właściwie oznacza? Kiedy Marta prosi matkę, by pojechała z nią na pierwsze spotkanie z nowo poznanym chłopakiem, ta wiedziona zdrowym rozsądkiem początkowo się nie zgadza, ale pod wpływem usilnych i skutecznych próśb, przełamuje się. Kobieta nie zdaje sobie sprawy, że spotkanie młodych zaznaczy skutecznie swój ślad. Marta pozna Mateusza, a Ewa pewnego przystojniaka. Nie obejdzie się bez gorących scen, dwuznacznych sytuacji, a nawet dobrego humoru. 




Cieszę się, że Autorka pozwala swojej bohaterce odpocząć od życia, obowiązków, pozwoli jej na odrobinę przyjemności i szaleństwa, bo czterdziestka przecież to nie koniec świata. Ewa to bohaterka pozytywna, która odrzuca wszelkie stereotypy i daje się ponieść gorącym emocjom. Budzą się w niej długo uśpione pragnienia i spontaniczność, której dotychczas brakowało w jej uporządkowanym świecie. Poznaje drugą stronę szaleństwa, namiętności, miłości. Te wyrażenia zaczynają nabierać w jej odczuciu zupełnie nowych barw, smaków i kształtów.


„To był maj” Anny Konstanty to gorąca, pełna szaleństw, nabuzowanych emocji książka, która sprawi, że będziecie zatapiać się w nią z wypiekami na twarzy, a codzienność ubierze się w zwiewną, majową sukienkę. Napisana lekko, z pozytywnym przesłaniem, bo nigdy nie jest tak naprawdę za późno na spełnianie się. Opowieść nie tylko o relacjach między mężczyzną a kobietą, ale też o relacjach między matką a córką. Córką, która wkracza powoli w dorosłość i jest niemal jak przyjaciółka.


Książka dla każdej kobiety, jako wytchnienie od codzienności i każdego mężczyzny, by poznał pragnienia kobiety. 


Polecam!



Pozycji patronuję nie tylko medialnie, ale na jednym skrzydełku
znajdziecie też moją rekomendację :)





Za egzemplarz książki i możliwość patronatu medialnego, dziękuję Autorce oraz Wydawnictwu:














niedziela, 2 lipca 2017

[Konkurs patronacki] Zinterpretuj tytuł i wygraj :)





Kochani!

Całkiem niedawno mieliście okazję zapoznać się z moją recenzją "Życie za życie" Katarzyny Janus, której to z przyjemnością patronuję medialnie, dzisiaj przyszedł czas na konkurs, w którym do wygrania są: egzemplarz papierowy książki oraz dwa e-booki :)

Zadanie konkursowe nie jest trudne.






Zasady konkursu:

W konkursie udział może wziąć każdy.

W komentarzu pod postem odpowiadacie na pytanie konkursowe. Napiszcie swoją interpretację tytułu "Życie za życie". Jestem bardzo ciekawa, co przyjdzie Wam do głowy.


Konkurs rozpoczyna się dzisiaj, czyli 02 lipca, a kończy 25 lipca o godz. 23:59 :)

Nagrodami w konkursie są: jeden egzemplarz papierowy powieści oraz dwa e-booki :)

Podpiszcie się jakoś, by nie było krępującej sytuacji przy wyłanianiu zwycięzców. Nie musicie ujawniać swojego adresu e-mail.


Po terminie wygaśnięcia konkursu, w ciągu trzech dni postaram się wyłonić zwycięzców. Mam nadzieję, że pomoże mi w tym również Autorka.


Udostępnijcie post konkursowy, polubcie profile: Wydawnictwa Literackiego Białe Pióro na FB i mój. 

Zachęćcie do wspólnej zabawy znajomych :)

Ważne!
Będę powtarzać do upadłego. Jeśli bierzecie udział w konkursie, pamiętajcie by sprawdzać wyniki konkursu. Po ogłoszeniu wyników bowiem, czekam trzy dni na adresy do wysyłki nagród.

Powodzenia!


[Recenzja przedpremierowa] „Piękne złamane serca” Sara Barnard. O sile prawdziwej przyjaźni, która potrafi czasem przewrócić nasz świat do góry nogami...






Wydawnictwo Insignis

Ilość stron: 358


Książka swoją oficjalną premierą będzie miała w środę – 5 lipca, a ja miałam okazję i przyjemność przeczytać ją przedpremierowo. Chociaż bohaterkami są nastolatki i zdecydowanie to powieść przeznaczona dla znacznie młodszej grupy wiekowej ode mnie, ale szczerze przyznam, że czytało mi się ją niesamowicie przyjemnie i szybko. Z każdym rozdziałem moja ciekawość przybierała na sile, nie tylko ze względu na znakomicie ukazane relacje między przyjaciółkami, ale też ważny temat, myślę skłaniający do szerszej dyskusji. Nie pomylę się też, jak napiszę, że większości z Was zaintryguje okładka, która jest, powiedziałabym taka sobie, dodatkowo w nieco zgaszonej kolorystyce, ale wyróżnia ją zdecydowanie tytuł.

Całą opowieść podzieloną na trzy istotne etapy znamy z relacji Caddy, jednej z głównych jej bohaterek. W dziesięcioletnią przyjaźń Caddy i Rosie wkracza Suzanne. Dotychczasowe relacje między przyjaciółkami były niczym niezmącone. Pojawienie się Suzanne było dla samej Cads czymś osobliwym. Dziewczyna uczęszczała do prywatnej szkoły, więc widywały się z Roz możliwie tak często, jak tylko obowiązki im na to pozwalały. To Rosie pierwsza zaprzyjaźniła się z Suzanne, pierwsza zapoznała ją z Caddy. Dlatego też początkowo, to właśnie Cads nie polubiła Suz. Caddy należy do dziewcząt ułożonych, przykładnych, zawsze pilnie wypełniających swoje obowiązki. Rosie należy do grupy tych bardziej wyluzowanych, dlatego też nie było jej trudno nawiązać nić porozumienia z wulkanem energii, jaki nosiła w sobie Suzanne. Caddy w pewnym momencie była po prostu o tę łatwość i szybkość zacieśniania się między Rosie a Suzzie więzi, zazdrosna. Wszystko zmieni się diametralnie, kiedy role się odwrócą. Wspólne nocne eskapady, gorące rozmowy o chłopakach, trudne zwierzenia. To Caddy stanie się dla Suzanne powiernikiem jej trudnych tajemnic i przeszłości, o której tamta chce szybko zapomnieć. No i nie da się ukryć, że całkowicie zmieni się wszystko za sprawą wypadku. Czy ta przyjaźń w trójkącie uczuciowym, gdzie zaczyna powoli wkradać się rozsądek dorosłych i ziemny osąd rodzicielski, ma szansę na przetrwanie?






Sara Barnard stworzyła bardzo sugestywną powieść o sile młodzieńczej przyjaźni, w którą wkraść się może zwyczajnie zazdrość i nienawiść. Jej bohaterki są wyraziste, typowe przedstawicielki młodzieży, dziewczyny, które mają marzenia, potrafią się zbuntować, zawalczyć o swoje. To bohaterki pozornie silnie, ale tak naprawdę wewnętrznie w pewnym momencie zagubione, szukające swoich dróg. Bohaterki, które popełniają błędy, próbują czegoś zupełnie innego.

„Piękne złamane serca” Sary Barnard to piękna i osobliwa opowieść o przyjaźni, jej trudnych momentach, stłamionych młodzieńczych uczuciach, trudnych przeżyciach, których żadne dziecko nie powinno doświadczyć. To powieść o relacjach między młodymi dziewczynami oraz dorosłymi. O silnych charakterach i podatności na jego wpływy. To opowieść o trzech różnych charakterach, które im bardziej się różnią, tym więcej przyciągają. 


W powieści Autorka poruszyła bardzo ważny temat skłaniający do dyskusji w szerszym gronie. Dyskusji, w której powinni brać udział przede wszystkim dorośli. Jak wielki wpływ na charakter i świadomość dziecka ma przemoc. Jaki ma ona destrukcyjny wpływ na późniejsze lata. To, że Suzanne zachowywała się tak a nie inaczej, z czegoś wynika. Owszem, mogła do kogoś się zwrócić po pomoc, ale kto uwierzy dziecku? To przykre, ale niestety coraz częstsze zjawisko.

Jestem pod wrażeniem tej sugestywnej powieści, która zmusza nas – dorosłych do głębszej refleksji, do stawiania ważnych, konkretnych pytań. Powieść, którą uważam za znakomity debiut i bardzo Wam polecam!


Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu: