sobota, 17 czerwca 2017

„Myślne miraże” Eliza Segiet :) Poezja wyszeptana słowami wiatru :)






Wydawnictwo Sowello

Ilość stron: 80

Tomik znajdziecie:




„Życie to nie wahadło
i nigdy nie wraca.
Pozostaje
ruch pamięci i niepamięci.” 

Z wiersza „Odwrócony czas”


Miło jest wziąć do ręki i zatopić się w strofach pięknych, przemyślanych, sugestywnych wierszy, które z każdym wersem pozwolą odetchnąć od codzienności oraz wlewają w serce muzykę słów, które odczuwa się wręcz na własnej skórze, a jednocześnie zmuszają czytelnika do głębszej refleksji nad życiem i jego priorytetach. Bo w takim klimacie i tonie utrzymany jest wznowiony tomik Elizy Segiet „Myślne miraże”. Bardzo eteryczny, zmysłowy, emocjonalny, wnikliwie przyglądający się życiu.




„Piękny jest świat/ rozmalowany muzyką słowa.” - tak rozpoczyna swój tomik poetycki Eliza Segiet, wierszem „Muzyka słowa”. Ta muzyka słowa przewija się przez cały tomik, a każde ze słów jest niczym klawisz od fortepianu wygrywający najcudowniejszą melodię, opartą na synestezji dźwięków, barwie przewijających się obrazów, zmysłowością i delikatnością zarazem.


Eliza Segiet podkreśla głębią swej poezji, że w dzisiejszym świecie – słowa są na wagę najcenniejszego i najdroższego kruszcu, są kruche i subtelne, należy o nie dbać, jak o umiłowany prezent od życia. Drżący jak osika, schowany w przeźroczystym puzderku, którego można ciągle podglądać, bądź mieć na widocznym miejscu, żeby nie zapomnieć. Dlaczego to takie ważne? Współczesność wymaga od nas prężnej mobilizacji, ciągłej gonitwy za złudnością rzeczywistości, a słowa ulatują gdzieś w pośpiechu, stają się skrawkami, skrótami, często niewypowiedzianymi na głos myślami: „Cisza dialogu - / milczenie,/ które jest mową.”


Poetka stawia w swych wierszach ważne pytania: „Gdzie jest życie?”, zestawia i konfrontuje znaczenia, doszukuje się wartości nadrzędnych: „Wszystko/ jest ciągłą chwilą.”, „Na tafli wieczności/ człowiek jest tylko błyskiem.” Przypomina o tym, że miłość uskrzydla, pcha do działania, ma swój kształt, barwę, zapach. Poetka buduje napięcie i emocje, podkreśla wagę wspomnień i ludzkiej pamięci, która tak często bywa ulotna, zwraca uwagę na ważne w życiu chwile: „Czuje jak wiatr przesuwa czas/ siwieją wspomnienia/ ludzi ze snów.”




Eliza Segiet ma niezwykle rzadki dar przechodzenia w swych wierszach w sinusoidę afektów. Każdy wiersz na pierwszy rzut wydaje się prosty w odbiorze, a jednak każdy pozostawia po sobie nutę „Katharsis myśli”, jak to określiła w wierszu „Nadzieje”. Myślę, że to też znakomite określenie wewnętrznych nastrojów przy wsłuchiwaniu się we własne „ja” i zamknięte gdzieś na dnie serca miraże – niezniszczalnych marzeń. Bo najważniejsze to umieć złapać oddech i dystans do rzeczywistości, żyć w zgodzie ze sobą.


W takim klimacie znajdziecie w tomiku zdjęcia autorstwa
Piotra Karczewskiego



„Myślne miraże” Elizy Segiet to poezja bardzo kobieca, w której powiewają delikatne nutki rzewności za tym co było, minęło bezpowrotnie i błądzące myśli pełne obaw do tego, co wciąż przed nami. To tomik pełen uczuć, emocji, wyznań, lęków, jak satelity krążące nieustannie przy uchu jak natrętne muchy, od których człowiek chciałby się uwolnić, ale one nie dają za wygraną. Poetka mówi w swych wierszach o uczuciach ważnych i najważniejszych, doszukuje się przesłań, walczy o pamięć i wspomnienia, jak chociażby wierszem „Przydarzyło się Życie”, które elektryzuje głębokim przesłaniem i świadomością ciężkiej, trudnej historii zapisanej na kartach, która ma jeszcze szansę, by przetrwać. 


Poetka po raz kolejny pokazała swoją klasę, wrażliwość, przenikliwość i wszechstronność. Buduje, przeplata oczywistości tworząc nowe definicje szczęścia, marzeń, życia. Stawia pytania, ale nie udziela konkretnych odpowiedzi, przykuwa uwagę życiową mądrością przekłada wątki wersów z osnową znaczeniową.


Polecam, bardzo!






Za tomik z piękną imienną dedykacją,
dziękuję Autorce :)



piątek, 16 czerwca 2017

„Zioła w medycynie. Choroby układu pokarmowego” Ilona Kaczmarczyk-Sedlak, Arkadiusz Ciołkowski








Wydawnictwo PZWL

Ilość stron: 128

Nowość wydawnicza, którą znajdziecie:



Nic dziwnego, że w dobre dwa miesiące po pojawieniu się na rynku wydawniczym publikacja zyskała miano „Bestsellera”, wszak dla takich laików jak ja jest nie tylko przystępnie opracowana, ale co najważniejsze, i na co zwracam zawsze w pierwszej kolejności uwagę przy tego typu książkach – napisana jest prostym, nieskomplikowanym, zrozumiałym dla przeciętnego odbiorcy językiem. To ważne, bo żeby móc stosować zaproponowane przez autorów terapie, trzeba zrozumieć, w jaki sposób je przygotować i do czego właściwie mają nam służyć.


To, że zioła zyskują coraz większe zastosowanie w medycynie, to zasługa ich nieprzeciętnych właściwości, których preparatom syntetycznym często brakuje. Ale, jak autorzy zaznaczają, zioła mają tylko wspomagać nasze leczenie, a nie być terapią zastępczą, czy jednokierunkową. Mogą one przede wszystkim pomóc w zwalczaniu prostych dolegliwości, ale też stanowić uzupełnienie leczenia chorób przewlekłych. I jak to w życiu, mają one swoich zwolenników, jak i przeciwników. Ja jestem zdania, że to co pochodzi bezpośrednio od natury, jest raczej lepszym rozwiązaniem w pierwszej kolejności, bo po leki syntetyczne można sięgnąć w każdej chwili. 





Publikacja ta została skierowana do określonej grupy odbiorców, cierpiących na dolegliwości i choroby układu pokarmowego i na tym się skupia. Dostarcza bowiem nie tylko tradycyjnych, ale też nowoczesnych receptur ziołowych, opartych i uzupełnionych o doświadczenie i wiedzę akademicką, czyli połączeniu teorii z praktyką, którą przez lata wypracowywali autorzy książki. Zaś ich wiedza, zawarta w publikacji ma posłużyć zarówno tym, którzy leczą, jak i tym, którzy interesują się ziołami i wykorzystują je tylko dla własnych potrzeb zdrowotnych.





W książce opisano poszczególne dolegliwości i choroby układu pokarmowego, t.j choroby jamy ustnej, przełyku, żołądka, jelita cienkiego i grubego, wątroby i dróg żółciowych, trzustki, czy innych chorobach, dolegliwościach, jak odbijanie, refluks, niestrawność, zaparcia, itp., zwracając szczególną uwagę na krótkim opisie choroby, po przepisy na płukanki ziołowe, herbatki z mieszanek ziół, maceraty itp. Szczególną uwagę należy przywiązać do zawartych w ramkach uwag, które skupiają się na wskazówkach i radach oraz przeciwwskazaniach, ze względu na mieszanie ze sobą różnych ziół, co działając na jedno może zaszkodzić drugiemu. Autorzy przykładają również baczną uwagę do tego, by w zioła zaopatrywać się u sprawdzonych sprzedawców, w aptekach, czy specjalnych sklepach zielarskich. 


Współcześnie medycyna wraca i zaczyna dostrzegać głębszą rolę ziół w życiu każdego człowieka, bowiem jesteśmy wzajemną symbiozą, nawzajem się wypełniamy, a leki pochodzenia naturalnego niekiedy spełniają znaczniejszą rolę niż te pochodzenia chemicznego. Jednak w dużej mierze rezultat leczenia można uzyskać tylko dzięki odpowiedniej znajomości ich działania, a szczególnie dawkowania. Ta publikacja jest nie tylko ciekawa, ale napisana prosto, przejrzyście, zrozumiale, a oto przecież w tym właśnie przypadku chodzi.



Polecam!


Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu:




czwartek, 15 czerwca 2017

„Ruszaj w drogę”, „Zabawa w oczka” oraz „Gra cieni” Hervé Tullet. Przyjemnie jest razem się pobawić :)





Wydawnictwo Insignis

Każda książeczka liczy 14 twardych stron


Każda z tych trzech pozycji wchodzi w skład kompletu, składającego się z pięciu książeczek widocznych na zdjęciu wyżej. Wydawałoby się na pierwszy rzut okiem, że to takie zwykłe, proste książeczki, które praktycznie od ogólnodostępnych na rynku wydawniczym nie różnią się niczym. Błędne myślenie. Każda z nich ma w sobie coś wyjątkowego, magicznego i nietypowego. Każda z nich przeznaczona dla trochę innej grupy wiekowej dzieci, ale z doświadczenia wiem, że nawet dorosłym, rodzicom sprawiają one wielką frajdę, a to co przy pierwszym podejściu wydaje się banalnie łatwe, wcale takie nie jest. Dlaczego?




Książkę znajdziecie:



„Ruszaj w drogę” to zaprojektowana w bardzo ciekawy, a jednocześnie nie wzbudzający podejrzeń sposób pozycja, która wzbudzi w milusińskich szczyptę magii, która to z kolei przeniesie ich do świata fantazji. 







Na kartach został przyklejony grubszy, mechaty rodzaj tkaniny, zaprojektowany w różnych dziwnych kształtach, by zamykając oczy dziecko mogło przemieszczać paluszek po jego powierzchni, tym samym próbować zabawić się w zgadywanie, jaki to kształt, bądź wykreować jakąś własną historię na jego podstawie. Dzięki temu rodzajowi zabawy, dziecko uczy się, że świat można odkrywać za pomocą dotyku, jednym z najważniejszych zmysłów. Dacie się ponieść fantazji?







Książkę znajdziecie:



Ile to razy sami wycinaliśmy z tekturki różnego rodzaju maski, nie tylko na bal przebierańców? Mnóstwo. Tak jak mnóstwo razy braliśmy farbki plakatowe i je ozdabialiśmy. Tym razem, bez wycinania, ale równie abstrakcyjnie można zmienić się w robota, ufoludka, czy sympatycznego kotka :)




Dzięki tego rodzaju zabawie dziecko rozwija swoją kreatywność i fantazję. Jest to również pretekst do wymyślania swoich historii.








Książkę znajdziecie:



Jak najlepiej oswoić dziecko z ciemnością i wszelkimi związanymi z nią mitami? Dzięki „Grze cieni”. Wystarczy latarka, bądź za dnia słońce, by pokazać, jak niezwykle intrygujące mogą być cienie – na ścianie, podłodze, stoliku i wcale nie trzeba się ich bać! Książeczka wstępnie pokazuje, że taka zabawa, to doskonała lekcja oswajania ze strachem i obalenia wszelkich mitów o ciemności, której wcale nie trzeba się bać, a można świetnie spożytkować, wykorzystując do kreatywnych zabaw. A potem może stworzycie coś swojego?







Zachęcam do sięgnięcia po tą zabawną, prostą, ale jakże kreatywną serię książeczek, które umilą nie tylko czas dzieciom, ale i Wam – rodzicom, co stanie się pretekstem do tego, by spędzić razem chociaż odrobinę czasu. Nie potrzeba, jak widać wymyślnych gier, czy super wypasionych książeczek, by miło, wesoło spędzić razem czas :)

Polecam!





Za komplet książeczek, dziękuję Wydawnictwu:


środa, 14 czerwca 2017

„Gdy zakwitną poziomki” Agnieszka Walczak – Chojecka. O pragnieniu, które potrafi przesłonić cały świat...






Wydawnictwo Filia

Rok wydania: 2014

Ilość stron: 395


Od dawna chciałam przeczytać cokolwiek, co wyszło spod pióra Agnieszki Walczak – Chojeckiej. Przekonały mnie do tego szczególnie przychylne i pozytywne recenzje czytelników. Cieszę się, że miałam ku temu sposobność i okazję. Nie żałuję ani chwili spędzonej nad książką. Autorka opisuje niezwykle porywająco, sugestywnie, emocjonalnie. Więcej. Twierdzę, że ma Ona niezwykły dar przekonywania do siebie każdego odbiorcy poprzez aktualność problemów bohaterów, w których tchnęła życie, zawiązując im na nadgarstkach bransoletki z wypisanymi drogami losów. Autorka ujęła mnie za serce plastycznością opisów, które sprawiały, że wszystko co przytrafiało się Karolinie, odczuwałam na własnej skórze. Poza tym, która kobieta nie byłaby pełna współczucia i chciała chociaż odrobinę dodać jej otuchy, pocieszyć, szepnąć dobre słowo?


Autorka świetnie ujęła problem współczesnej kobiety, goniącej za pieniądzem, pracą, szykownej i eleganckiej, życiem której rządzi bezwzględny chaos tyleż uczuciowy, co rodzinno – zawodowy, która często nie ma czasu na związek, na dbanie o ciepło domowego ogniska. Zresztą, nie wszystkie tak chcą i często wybór wolnego związku jest ich świadomym wyborem. Tak jest w przypadku Karoliny i Filipa. Oboje przed czterdziestką, z zobowiązaniami zawodowymi. W pewnym momencie w kobiecie zaczyna odzywać się instynkt macierzyński i kiedy podejmowane wielokrotnie próby zajścia w ciążę nie przynoszą rezultatów, para stara się walczyć o dziecko ze wszystkich sił i wszelkimi dostępnymi metodami. 




Z książki tej można dowiedzieć się o całej drodze, procedurze przejścia od inseminacji do zapłodnienia in vitro. Co wbrew pozorom wcale nie jest ani łatwe, ani dla kobiety przyjemne. Mało tego. Autorka z największą precyzją i starannością o detale opisuje stany ducha i serca swojej bohaterki, która przeżywa traumę, ból fizyczny i duchowy, i pragnienie po każdej nieudanej próbie. To niesamowicie ciężkie przejścia dla kobiety, która pragnie dziecka, które to przysłania jej cały świat. Oliwy do ognia dolewają jej rodzice, którzy kilka lat wcześniej się rozeszli, ale każde z nich zasiewa w sercu córki maleńkie ziarenko niepewności. Zimna, bezuczuciowa matka, która lubi drążyć wszystkie tematy ze wszech stron oraz ojciec, który po rozejściu się z matką Karoliny przeżywa drugą młodość u boku pięknej, młodej dziewczyny, która w dodatku spodziewa się jego dziecka. Tak, dobrze przeczytaliście. Niby standard, ale taki nie do końca. W tle zaś pojawia się pewna tajemnica z przeszłości oraz przystojny pół Chorwat pół Serb, Milan, dawny kolega Karoliny ze studiów. 






To Milan sprowokuje, że w Karolinie odżyją dawne wspomnienia i uczucia, tęsknoty za tym, co niefortunnie minęło. To on stanie się powodem, dla którego kobieta wybierze się do Cavtatu i Dubrownika po artystyczne natchnienie, inspirację, siłę do walki o to, o co tak walczy od lat. W życiu Karoliny wiele się wydarzy. Od nadziei, po troski, podejrzenia, otwartość na los.


Autorka zafundowała nam przepiękną, malowniczą podróż po Chorwacji. To jak wycinki kadrów zdjęć z albumu, w których nie tylko pachnie Chorwacją, ale też przewija się w nich bałkańska muzyka, temperament mieszkańców, ich rytuały, pielęgnowana z pokolenia na pokolenie świadomość historyczna i przynależność terytorialna. 



„Gdy zakwitną poziomki” Agnieszki Walczak – Chojeckiej to opowieść o sile kobiecej wrażliwości, pragnieniu, które momentami obezwładnia i powoduje wyczerpanie największego limitu i kredytu zaufania. Opowieść o potędze miłości, gorącym uczuciu, budzących się emocjach z przeszłości. To powieść, która stawia masę pytań, poszukuje odpowiedzi, lawiruje między tym co realne a złudne i ulotne. Może w niektórych wzbudzi współczucie i zrozumienie. Ja bardzo się zżyłam z Karoliną. Nie miałam takich problemów jak ona, ale będąc matką pewne mimowolnie następujące po sobie wydarzenia stają się dla mnie priorytetem. Rozumiałam jej frustrację, wypalenie, stupor i bunt emocjonalny, bo każda z nas ma ogrom w sobie siły, ale po pewnym czasie jej źródełko też wysycha. Mądra, grająca na emocjach powieść, niezwykle klimatyczna, sugestywna i myślę nawet, że szczera, bo nazywająca wiele uczuć po imieniu. Taka, że uronicie nawet niejedną łzę.


Polecam, bardzo!

wtorek, 13 czerwca 2017

[KONKURS PATRONACKI] Zinterpretuj tytuł i wygraj :)



Kochani!

Wczoraj na blogu opublikowałam recenzję patronacką "Jak ukryć dziurę w ścianie" Magdaleny Niebrzydowskiej, dzisiaj zachęcam Was do udziału w konkursie. Znając Waszą kreatywność, wiem, że nie sprawi Wam to najmniejszego problemu, a odpowiedzi jestem bardzo ciekawa :) Jako, że mam do rozdysponowania dwa egzemplarze zbioru, zwycięzców wyłonię dwóch. Mam nadzieję, że jeśli nie Autorka, to przynajmniej w razie potrzeby, pomoże mi grono moich zaufanych znajomych, nie związanych ani z blogiem, ani z konkursem :)

A, jeszcze taka informacja, chciałbym zrobić niespodziankę Autorce i Wasze odpowiedzi umieścić w galerii pokonkursowej, w formie graficznej każdą odpowiedź :)
 








Zapoznajcie się proszę z zasadami konkursu:


W konkursie udział może wziąć każdy.


W komentarzu pod postem udzielić odpowiedzi - zinterpretować tytuł zbioru opowiadań Magdaleny Niebrzydowskiej "Jak ukryć dziurę w ścianie" nie sugerując się rzecz jasna recenzją. Odpowiedzi mają być pozbawione wulgaryzmów, a stanowić tylko Waszą wypowiedź, opartą na pierwszym skojarzeniu, jakie przyjdzie Wam do głowy.

Konkurs rozpoczyna się dzisiaj, t.j. 13. 06 i kończy się 02.07 o godz. 23:59

Udostępnijcie post konkursowy u siebie, polubcie profile: Wydawnictwa Papierowy Motyl (sponsora nagrody) oraz mój (jeśli jeszcze nie polubiliście).

Po tym terminie, w ciągu trzech dni, wyłonię dwóch zwycięzców. Potem zaś czekam do trzech dni na adresy zwycięzców w wiadomości e-mailowiej.


Moja prośba osobista!

Jeśli bierzecie udział w konkursie, sprawdzajcie potem ich wyniki. Wiem, że się powtarzam, ale ja nie mam obowiązku informować o wygranej zwycięzcy/ów, to powinno zależeć Wam na tym, by wygrana dotarła do Was.



Nagroda :)



[Recenzja patronacka i premierowa] „A w bałkańskim kociołku... Notatki z podróży po krańcu Europy” Skarlet i Albert :)







Wydawnictwo Ridero

Ilość stron: 199

Nowość wydawnicza uzupełniona, którą znajdziecie:





„A w bałkańskim kociołku...” ... czas płynie wolniej, delektując się panoramą smaków, zapachów i ferią malowniczych obrazów :)

Podczas kiedy My – Polacy tak bardzo uwiązaliśmy się z czasem, goniąc za nim, pędząc na oślep w chaosie i przestworzach wszelkich ograniczeń, Bułgarzy mają w ciągu dnia wydzieloną godzinę, by zjeść w spokoju posiłek, wspólnie z rodziną, nigdzie się przy tym nie spiesząc. Dzisiaj maksyma „spiesz się powoli” najlepiej pasuje właśnie do nich i właśnie ten obraz najbardziej utkwił mi w pamięci, kiedy czytałam tę wspaniałą pod wieloma względami książkę.

„- Polacy jedzą szybko – stwierdził pewien Bułgar – na początku myślałem, że są ciągle głodni.
Czy jesteście ciekawi dlaczego tak się spieszymy? Oto odpowiedź:
- Nie jest tak, że są głodni. Ludzie w Polsce chcą mieć więcej czasu na pracę. Długie obiady i kolacje jak u nas, to dla nich nierozsądne.
W tym miejscu należy wyjaśnić, że w Bułgarii obowiązuje w środku dnia pracy, zazwyczaj godzinna przerwa, podczas której je się ciepły posiłek na ogół w pobliskiej restauracji, co oczywiście sprzyja pogawędkom i nie każe się szczególnie spieszyć. Obiado-kolacje je się chętnie wspólnie z rodziną lub ze znajomymi i one naprawdę długo trwają.” 

Kolejna publikacja o Bałkanach, które Skarlet upodobała sobie nadzwyczaj. Nie bez powodu zresztą. Bułgaria mimo swej różnorodności wciąż przyciąga tabuny turystów, prawdziwych podróżniczych pasjonatów, poszukiwaczy przyrodniczych rarytasów, przygód, a Bułgaria znana ze swych dziewiczych, chronionych terenów ma się czym poszczycić. Nie byłoby może całej bułgarskiej serii książek, gdyby nie Albert, do którego serce Skarlet zabiło mocniej, goręcej i połączyła miłość nieograniczona. Autorzy przygotowali dla Was niespodziankę - dostaniecie namiastkę tej prawdziwej historii, ich historii. 


Wiele nas dzieli, ale i znajdą się pewne elementy, które nas w jakiś sposób łączą. Dla Bułgarów dziwna, wręcz niezrozumiała jest nasza kawa sypana parzona, czy picie herbaty, które dla nich praktykowane jest przy okazji chorobowych dolegliwości. Ale... historia, ta z odległych, przeszłych czasów ma swój polski akcent w postaci legendy o prawdziwej śmierci Władysława Warneńczyka, który podobno miał zginąć pod Warną, gdzie przybył walczyć z Turkami. Na Jego cześć nazwano jedną z głównych ulic w Warnie.





Zauroczyła mnie historia wnuczki brytyjskiej królowej Wiktorii, Marii Edinburgh, o której autorka nie nie mogła nie wspomnieć i uraczyła nas opowieścią o mądrej, silnej, ale niezwykle kochliwej kobiecie, która wyszła za mąż nieszczęśliwie. Pogłoski o Marii mówiły, że miała licznych kochanków, wielbiła przyrodę, chcąc jej odrobinę zatrzymać w swym ogrodzie, ale już nie doczekała efektu finalnego. Kiedy umarła, jej serce spoczęło w rezydencji, w której spędzała największą ilość czasu. 


Ujęły mnie przepiękne zdjęcia dziewiczej, bułgarskiej przyrody, urzekającej swym niezwykłym artyzmem. Ogromne wrażenie robią zamarznięte wody w jaskiniach, osnute legendami góry, wąwozy, doliny, tereny przy twierdzach, okalające miasta, maleńkie wsie, klasztory itp. Wrażenie niemałe robią przekazywane z pokolenia na pokolenie tradycje oraz znaczenie niektórych słów, które dla nas będą trochę niezrozumiałe i dziwne.


„Dżendema to rezerwat w górach Stara Planina, z najwyższym szczytem - Botev. „Piekło” jest rajem dla zwierząt, którym nikt nie może zakłócić tu spokoju, bo chyba nie ma w całej Bułgarii miejsca mniej dostępnego dla ludzi. Po Dżendema można się poruszać tylko pieszo lub konno i nie wolno zbaczać z wyznaczonych szlaków. Przez ten niezwykły teren przepływa Biała Reka, do której wpadają rwące rzeczki biegnące z gór.
Dla amatorów górskich wycieczek i niezwykłych widoków jest tu schronisko nazwane przewrotnie „Raj”, położone w pobliżu najwyższego Rajskiego wodospadu, spadającego ze 124 metrów wysokości.” 


Cieszę się, że nie zabrakło tu przepisów na wiele bułgarskich dań, podsycane regionalnymi dodatkami, bogactwem ziół, zachwycające prostotą, zapachem i aromatem. Nie są to przepisy jakoś szczególnie skomplikowane. Może zrobić je niemal każdy. Ja na pewno skorzystam z kilku. Bułgarski kociołek wywołuje zdziwienie, że wino będące ich tradycyjnym, słynnym produktem służy im nawet w celach leczniczych. A wszystko zaczęło się dawno temu... Jak dawno? Odszukajcie i przeczytajcie.


A co wszelkimi świętami, które w świadomości Bułgarów utrwaliły i zakorzeniły się od pokoleń? Oprócz legend, wierzeń, etnicznego tygla jaki zamieszkuje różne regiony tego kraju, Bułgarzy swoją mentalnością nie przestają zadziwiać. Wiele elementów z obchodzonych przez nich świąt jest podobnych do naszych. Martenica jest dla nich symbolem wiosny, które święto to obchodzą już 1 marca:

„W bałkańskiej duszy tkwią przesądy przodków, o których wiadomo, że nie szkodzą, a więc w najgorszym wypadku nie pomogą.
Najsłynniejszym amuletem w Bułgarii (i nie tylko) jest "martenica" (w Grecji mówi się na nią marti, w Macedonii: martinka), czyli bransoletka lub zawieszka ze splątanej, biało-czerwonej włóczki. Ludzie obdarowują się nią nawzajem 1 marca - w dniu powitania wiosny.
Biel i czerwień w martenicy symbolizują nadzieję, zdrowie, miłość. Wysyłając kartki i składając sobie życzenia (a jest ich tyle samo, co w Boże Narodzenie) Bułgarzy mówią: „Bądźcie biali i czerwieni”. Amulet można zdjąć najwcześniej 9 marca i należy powiesić go na drzewie, dzięki czemu nawet w środku lata zdarza się zobaczyć marteniczkę, która oparła się podmuchowi wiatru i pozostała na gałązce.”


Jeśli zaś chodzi o typowe przesądy, istniejące niemal w każdej religii, grupie kulturowej, również i na tej płaszczyźnie mamy wiele wspólnego. By odczarować tzw. „zły los”. My mamy swoje guziki na widok kominiarza, odczekania chwili, gdy cofniemy się przed podróżą do domu, a Bułgarzy?

„Mieszkańcy Bałkanów też mają sposoby na zapewnienie sobie życia bez wymienionego pecha. Wiedzą co robić, żeby nie był im straszny kręcący się w pobliżu zły los, a dzięki niektórym metodom zapewniają sobie spokój na cały, najbliższy rok. Znają też sposób na pozbycie się dolegliwości zdrowotnych. Wystarczy przejść przez naturalny otwór w skale. Prawda, że proste?” 

Okazuje się, że z okresu starożytnego zachowało się nie tylko mnóstwo elementów budowli, placów walk gladiatorów, czy ogrzewania podziemnego, ale też różnego rodzaju legendy, dotyczące chociażby przepowiedni bogini egipskiej Bastet, która rzuciła klątwę na wszystkich tych, którzy będą chcieli zakłócić jej pośmiertny spokój. Wiadomo, że tradycją Egipcjan było składanie po śmierci darów zmarłym. Tak było i w tym przypadku. Nie obyło się bez śmiałków, drążących w skałach tunele, by dostać się do jej grobu i zrabować cenne rzeczy. Ludmiła Żivkova, córka Todora Żivkowa – pierwszego sekretarza partii rządzącego krajem 35 lat, do 1989 roku. Po śmierci matki była przez wiele lat pierwszą damą Bułgarii, a przez 6 lat ministrem kultury, nie mogła nie odmówić sobie przyjemności dostania się do ukrytego skarbu. Zorganizowała pięcioosobową grupę, która prawdopodobnie dostała się do kosztowności, jednak po kilku miesiącach nagle zmarła. Czy przepowiednia bogini Bastet się spełniła?


Przedmowa mojego autorstwa :)


Takich cytatów, ciekawostek i historii jest w tej pozycji wiele. Nie sposób o nich napisać w recenzji. Zresztą, co to byłaby za przyjemność, gdybym zdradziła dosłownie wszystko? Zachęcam do sięgnięcia po książkę, która jest naprawdę różnorodna. 

„A w bałkańskim kociołku...” aż wrze, chciało by się napisać i myślę, że nie będzie to żaden z mojej strony nietakt. Książka ta stanie się dla wielu z Was inspiracją do podróży, odrywania miejsc wyjątkowych i malowniczych, do wyprawy po legendy, wciąż przez archeologów odgrzebywanych nowych historii. To pozycja, która zachwyca kolorem, formą, naturalnością, różnorodnością, zapachami kuchni, smakiem i wielowątkowością. To książka, która zainspiruje Was do tego, by żyć wolniej i degustować chwile, jak Bułgarzy. 


Polecam całym sercem i zachęcam do tej niesamowitej lektury :)


Za możliwość patronatu i egzemplarz przedpremierowy, dziękuję Autorom :)




poniedziałek, 12 czerwca 2017

[Patronat medialny] „Jak ukryć dziurę w ścianie” Magdalena Niebrzydowska. Literackie eksperymenty połączone w metaforyczny tytuł...






Wydawnictwo Papierowy Motyl

Ilość stron: 248

Książkę znajdziecie:



Czytając te jedenaście opowiadań miałam wrażenie, że autorce zabawa tekstem sprawia wielką frajdę i radość, a wydawnictwo dołożyło również wszelkich starań, by czytelnik tej niecodziennej formy literackiej doświadczył jeszcze bardziej, dopracowując każdą z osobna graficznie, odpowiednio do treści i przesłania. Niby niepozorne w objętości, ale niezwykle głębokie w wymowie. Teksty krótkie lecz wywołujące fale emocji. Od uśmiechu na twarzy po konsternację. 


Odniosę się w pierwszej kolejności do tytułu. W moim odczuciu będącego metaforą skaz, ukrytych tajemnic, marzeń pragnień, nieśmiałości, czy stereotypowego światopoglądu każdego z bohaterów, niczym dziura w gładkiej ścianie, którą można przykryć grą pozorów, maską bezczelności, szczerością wyznań, zazdrością, czy po prostu całkowitym zatopieniu się w cynizmie. 





Forma literacka bardzo intrygująca i zaskakująca. Przyznam szczerze, jak dla mnie, to coś zupełnie nowego, czego dotychczas nie znałam. Ogólnie opowiadania, czy tym podobne wypowiedzi, kierują się sztywno przyjętymi zasadami. Tutaj widać w nich wiedzę, lekkie pióro, pomysłowość, konkretyzm. Autorka dokładnie wiedziała o czym i w jakiej formie chce dany zamysł zapisać, jakby pogrywała z czytelnikiem w grę, której zasady tylko ona zna, ale puenta na końcu każdego tekstu pozwala na dowolność odczytu i głębszą refleksję.


Bohaterowie są niczym wycięci z gazetowych tytułów. Każdy z nich kipi indywidualizmem, arogancją przekazywanych informacji. Tylko w jednym tekście, o podstarzałym erotomanie znajdziecie kawałek tradycyjnych dialogów. W pozostałych, dialogi zastąpiono albo litanią – monologiem, wiadomościami facebookowymi, piosenką hip – hopową w bardzo ciekawym układzie fonetycznym i rozmieszczeniem tekstu w różnych kształtach i inne formy, równie zaskakujące, równie ciekawe i niesztampowe. Bohaterowie tych opowieści należą do ludzi, których życie przerzuciło w różne sploty losu, z zadziorą i odpowiednią dozą sugestywności opowiadają o swoim życiu i bycie, często złudnym, podjudzonym do fałszu, zakłamania, a nawet dwulicowości. Brak im powściągliwości, nierzadko widzą tylko swój interes i czubek własnego nosa. Najbardziej poruszające dla mnie było wyznanie – opowieść siedmioletniego chłopca, który o śmierci mówił wręcz z uwielbieniem, mnie zaś to przeraziło.


W tych jedenastu różnych formach literackich znajdziecie zatem wywody egzystencjalne bohaterów, okraszone językiem i żargonem odpowiednim do środowiska, w którym żyją. Nie brak tu wulgaryzmów i potoczności, ale też zmagań z przeciwnościami losu i chęci dokonania wewnętrznych zmian. Czy tym niecodziennym postaciom się to uda? Czy uda im się odwrócić swoją świadomość i uwagę na zupełnie inny problem?


„Jak ukryć dziurę w ścianie” Magdaleny Niebrzydowskiej zaskakuje formą i intryguje treścią, która pod płaszczykiem zabawy językiem ukrywa nasze słabości i problemy, stereotypy światopoglądowe. Jak ukryć zatem tę skazę na gładkiej ścianie? Przykrywając ją maską fałszu, obłudy, zakłamania. To świetny debiut Autorki, który zasługuje na uwagę każdego czytelnika.


Za książkę i możliwość patronatu, dziękuję Wydawnictwu:






niedziela, 11 czerwca 2017

[Zapowiedź wydawnicza] "Furia" Michał Larek :)



Przyznam szczerze, że zachęcona znakomitą książką autora "Mężczyzna w białych butach", którą Michał Larek napisał wespół z Waldemarem Ciszakiem, z niecierpliwością czekam na Jego najnowszą pozycję, którą napisał już solo. Z tego, co widać, zapowiada się znakomita seria kryminalna, ale autor każe czekać na nią dosyć długo...

Co o tym sądzicie?


WSZYSCY MAJĄ SWOJE WEWNĘTRZNE DEMONY, NIEKTÓRZY TRACĄ NAD NIMI KONTROLĘ



Premiera: 2.08.2017

Zimny poniedziałek, październik 1992 roku. W lesie zostają odnalezione zwłoki atrakcyjnie ubranej kobiety. Randka? Gwałt? Prostytucja?

Policjanci z Komendy Wojewódzkiej mają trudne zadanie. Zeznania świadków są mętne, ktoś widział odjeżdżającego niebieskiego żuka, ktoś słyszał, że po okolicy kręcił się jakiś obcy. Sprawą zajmuje się Harry, legenda poznańskiej policji. Komisarz ma słabość do alkoholu, pięknych kobiet i brudnych zagrywek podczas przesłuchań. Towarzyszy mu posterunkowa Katia Domagała, która właśnie zaczęła pracę w Wydziale Kryminalnym. Przypuszczenia prowadzą ich do mężczyzny skazanego w przeszłości za gwałt. Niestety, nie zdążą z nim porozmawiać…

Pojawiają się nowe ofiary – każdą z kobiet uwiódł ten sam, czarujący i przystojny mężczyzna o śniadej cerze. Policja zaczyna polowanie. Katia na własną rękę sprawdza teren, na którym działa zabójca. Tymczasem jej partner niespodziewanie znika…

FURIA to początek nowej serii kryminalnej. Bezlitosny świat, w którym z dnia na dzień umarł dawny porządek i nastało nowe prawo. Seryjni zabójcy, policyjne śledztwa, klimat minionych dekad i mocne opowieści inspirowane autentycznymi historiami…

[Zapowiedź patronatu medialnego] "Mój pomysł na życie" Elżbieta Kosobucka :)








Miło mi poinformować, iż mój blog objął patronatem medialnym najnowszą pozycję Elżbiety Kosobuckiej "Mój pomysł na życie", która nakładem wydawnictwa Videograf ukaże się już 19 czerwca b.r.





Powieść zaprasza kobiece serca do podążania własną drogą, odkrywania siebie. Melody Sawicka, odnosząc spektakularne sukcesy, pnie się po szczeblach kariery w bankowości. Bohaterka, otoczona gronem przyjaciół, tryska energią i nowymi pomysłami. W niesprzyjających okolicznościach spotyka intrygującego biznesmena, Pawła Baryckiego, który wprowadza zamieszanie w jej uporządkowane dotąd życie. Kiedy wydaje się, że ostatni puzzel trafił na swoje miejsce, do układanki wkrada się niechciany element. Młoda kobieta odnajduje szczęście TAM i WTEDY, gdy myśli, że wszystko jest stracone...