poniedziałek, 11 września 2017

„Tak sobie wyobrażałam śmierć” Johanna Mo. Tajemnicza, momentami mroczna, tragiczna...





Wydawnictwo Editio Black

Ilość stron: 320

Nowość wydawnicza


Czytałam już wiele książek z zabarwieniem kryminalnym, ale ta wyróżnia się zdecydowanie sposobem narracji, intrygującymi wątkami psychologicznymi wplecionymi do fabuły oraz ciekawą postacią głównej bohaterki Heleny, której autorka nakreśliła bardzo emocjonalny obraz trudnej, tragicznej przeszłości, co z góry wydawałoby się nie do udźwignięcia przez wrażliwość i kruchość kobiecej psychiki. Poniekąd tak jest, bo niewiele kobiet po śmierci dziecka udaje się w miarę sprawnie funkcjonować, wrócić do dawnego życia. I główne motywy, jakie pojawiają się w fabule są bardzo autentyczne, bo nie niemożliwe do tego, by miały miejsce. Akurat każdemu może się takie coś przydarzyć. Istotne jest także tło społeczne, które pozwala spojrzeć na problem Heleny z chłodnej perspektywy pozostałych bohaterów, współczujących, podziwiających, ale przecież niczym nie związanych z Heleną i jej tragiczną przeszłością.


Fabuła powieści każe nam się cofnąć o kilka lat, w momencie, kiedy Helena Mobacke wraca po dosyć długiej przerwie od pracy. Od razu zostaje rzucona na dosyć głęboką wodę, bo otrzymuje przydział sprawy dotyczącej śmierci młodego chłopaka, który został zepchnięty pod koła pociągu. Ilu świadków, tyle zeznań i narastających teorii. Śledztwo przynosi jeszcze więcej pytań i wątpliwości, co tropów i ślepych zaułków. Ale nie samo żmudne i skrupulatne śledztwo spędza Helenie sen z powiek. To przede wszystkim trauma, z jaką kobieta walczy na każdym kroku. A już pierwsze starcie przychodzi, kiedy jest zmuszona przekazać matce tamtego chłopca informację o śmierci syna. Niełatwe zadanie. Piętrzące się spekulacje i presja czasu, znajdują swoje ujście we wciąż krążącej pamięci, przywołującej obrazy ukochanego syna i mężczyzny, który nie mógł patrzeć na jej psychiczny i oralny upadek. Powrót do pracy zatem wydaje się czymś nadzwyczajnym i ratunkiem przed wewnętrznym rozpadem Heleny. 




Zarówno postać samej bohaterki, jak i tło społeczne, otoczenie, w jakim się obraca są zalążkiem do jej działania, pretekstem do tego, by wreszcie każdy, komu stanie na drodze przestał się zastanawiać, jak sobie radzi ze sobą i lękiem momentami obezwładniającym ciało. Bardzo ciekawie również autorka poprowadziła trzecioosobową narrację, która jeszcze bardziej podkreśla swoją perspektywę poprzez chłodne odwzorowanie oraz braku możliwości związania się uczuciowo czytelnika z Heleną. Pomiędzy rozdziały zaś zostały wsadzone obrazy, jakie relacjonuje nam morderca z ostatnich godzin życia swoich ofiar. Ten chłód, krótkie, konkretne zdania przypominają mi reportaż. Mnie osobiście to nie przeszkadza, bo lubię i ten gatunek literacki. 


Czytając tę powieść zastanawiałam się, w czym tkwi jej szyk? Myślę, że nie tylko w nietypowej narracji, ale wyrazistej bohaterce, z którą mimo chłodnego spojrzenia z treści, jako kobieta próbowałam dojść do zrozumienia jej sytuacji. Niesamowicie wielką siłą i samozaparciem trzeba się wykazać, by po takiej tragedii podnieść się i żyć dalej w zgodzie ze sobą. Tym mi bardzo zaimponowała.


„Tak sobie wyobrażałam śmierć” Johanny Mo to tajemnicza intryga, momentami mroczna i tragiczna fabuła, wyrazista bohaterka, która nie daje za wygraną, pokazując swoją siłę, odwagę i to, że niemożliwe jest możliwe, a ból po stracie najbliższej osoby wcale nie jest mały, nawet, gdy wraca się do pracy. To rodzaj psychologicznego spojrzenia na problem oddzielenia sprawy prywatnej od zawodowej. Polecam, bo jak na kryminał skandynawski, mimo że niewielkich rozmiarów jest bardzo wciągająca i elektryzująca.



Za egzemplarz dziękuję:






2 komentarze:

  1. Mnie bardzo zainteresował! Uwielbiam takie klimaty! :)

    OdpowiedzUsuń