niedziela, 10 września 2017

[Przedpremierowo] „Ciotka Poldi i sycylijskie lwy” Mario Giordano. Dobry humor, ekspresyjna bohaterka i zagadka kryminalna







Wydawnictwo Initium

Ilość stron: 400

Premiera: 12.09


Ciotka Poldi łamie wszelkie stereotypy o spokojnej starości, siedzenia na emeryturze w ciepłych kapciach. Ciotka Poldi to niesztampowa babka, której wigoru i jasności umysłu może pozazdrościć niejedna młoda osoba. Cieszę się, że miałam okazję ją poznać, oczywiście nie osobiście. Poldi przypomina mi Anitę, bohaterkę powieści Wandy Szymanowskiej „Kim, do diabła jest Anita”. Z tym że Anita była jeszcze starsza. Ale nie o wiek tu wcale chodzi, ale o osiągnięcia Poldi na płaszczyźnie dochodzeniowej. Okazuje się, że w wieku sześćdziesięciu lat można odkryć swoje życiowe powołanie i pokazać, że ma się na tym świecie jeszcze coś do zdziałania.

„Ciotka Poldi zaczynała dzień od prosecco na przebudzenie. Po nim wypijała espresso z prądem, a potem aplikowała sobie porządny strzał prądu bez espresso. Czasami, kiedy przypływy melancholii były wyjątkowo dotkliwe, wybierała się na spacer do Praioli, na małą, odludną, kamienistą plażę. Było to magiczne miejsce, z wodą jak przejrzysty płynny kobalt, poprzecinaną grudami lawy, wygładzonymi przez morskie pływy i przypominającymi rdzawe jaja dinozaurów. Zwykle była tam całkiem sama. Dopiero w środku lata na plażę ściągały rodziny, obładowane radioodbiornikami, koszami piknikowymi, lodówkami, dmuchanymi akcesoriami i parasolami przeciwsłonecznymi, zostawiając po sobie śmietnik. W październiku plaża zaczynała przypominać wysypisko śmieci, a zimą ulegała oczyszczeniu przez sztormy. Ciotka Poldi zanurzała czasem stopy w przejrzystej wodzie, wrzucała do morza jakiś wyjątkowo piękny okaz jaja dinozaura w darze dla wujka Peppe, składała dłonie i mówiła: „Namaste, życie”. A potem dodawała: „A pocałujcie wy mnie wszyscy w dupę”. O jedenastej przychodziła pora na pierwsze piwo pszeniczne, które wypijała przy dźwiękach rozkręconej na cały regulator Glorii Umberto Tozziego, który swym zawodzeniem mógłby doprowadzić do obłędu nawet syreny w Cieśninie Mesyńskiej. Kiedy odwiedzało nas moje kuzynostwo, ryczeliśmy do wtóru, tylko zamiast „Gloria” wyliśmy „Poldi”. Było to coś w rodzaju naszego hymnu.”

Poldi jest Niemką, która mieszkała w Bawarii, a poznajemy ją z perspektywy jej siostrzeńca, niespełnionego i niepoznanego jeszcze przez świat pisarza, który lubi ciotkę często odwiedzać. Kiedy mąż Poldi, z pochodzenia Sycylijczyk umiera, ta nie zamierza za długo czekać na swoją śmierć. Pakuje manatki i rusza do Sycylii. Tam ma do zrealizowania konkretny plan. Upić się, zatopić smutki i umrzeć zupełnie nieświadomie. Nic bardziej mylnego. Los dla Poldi wybrał inną drogę. Kiedy jej pomoc domowa w postaci przystojnego Valentino znika bez śladu, Poldi nie zamierza czekać z założonymi rękami aż policja wyjaśni jego tajemnicze zaginięcie. Rozpoczyna śledztwo na własną rękę. A jest detektywem wymagającym, dociekliwym, wnikliwym, szczególnie irytującym komisarza Montanę, który jasno daje jej do zrozumienia, że nie powinna wściubiać nosa w nie swoje sprawy. Poldi nie zważa nawet na groźby, które zaczynają wokół niej się piętrzyć, podobnie jak dziwna zmowa milczenia wokół niej. Aktywna sześćdziesięciolatka nie popuszcza nikomu. Bada, rozgryza wciąż pojawiające się tropy i podejrzenia o to, że Valentino najpewniej został zamordowany, bądź w najgorszym przypadku podpadł szerzącej się mafii. Dodatkowo, ciekawość i kolejne tajemnice przyniosą kawałki mozaiki. O co w tym wszystkim chodzi? Kto lub co odpowiada na wszystkie pytania i zagadki?




Ciotka Poldi jest bohaterką niesztampową, ekscentryczną i wciąż jeszcze atrakcyjną. Niejeden mężczyzna odwraca na jej widok głowę. Zresztą ona sama lubi się pokazywać w towarzystwie płci przeciwnej, szczególnie jeśli w zasięgu jej wzroku pojawia się pewien Włoch w mundurze. W dążeniu do celu jest bezkompromisowa, nic jej nie zatrzyma, jej wyobrażenia rosną w każdym rozdziale. Zaskakuje niecodziennym podejściem do życia, wciąż nakręcającą ją aktywnością, jakby ta magiczna cyferka określająca jej wiek zamiast ją tonować w zachowaniu, nawijała na spiralę energii, którą za wszelką cenę musi gdzieś wyładować. W ogóle, to zazdroszczę jej tego wigoru w tym wieku. Myślę, że wiele czytelniczek jej postać zmobilizuje do działania i aktywności. Poldi jest nie do podrobienia, potrafi być potulna, topić smutki w alkoholu, kiedy potrzeba tupnąć nogą, przekląć i nic nie robić z tego, co sądzą i myślą o niej inni. 

„Ciotka Poldi i sycylijskie lwy” Mario Giordano to lekka i przyjemna książka na długie jesienne wieczory, z odpowiednią dawką humoru, szczyptą kryminalnej zagadki i bardzo wyrazistą bohaterką, która zapadnie Wam głęboko w pamięć. To rodzaj komedii kryminalnej, w której nic nie jest jednoznaczne, przewidywalne, a jedyną osobą, która przejmuje się tragedią jest właśnie Poldi, nieodpuszczająca nikomu i niczemu. Lubi ryzyko, nie gardzi odwagą i narastającym poczuciem, że jeszcze jest komuś potrzebna i ma coś do zrobienia. 


„Ciotka Poldi i sycylijskie lwy” Mario Giordano jest pierwszym tomem otwierającym cykl historii o tej ekscentrycznej staruszce. 


Polecam!






4 komentarze:

  1. Słyszałam już dużo dobrego o tej książce ;). Chyba będę na nią polować i chyba nawet kupię ją tacie na urodziny ;).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam, naprawdę warto! A i śmiechu co nie miara :) Pozdrawiam :)

      Usuń
  2. Poprawi humor w smutne jesienne wieczory :)

    OdpowiedzUsuń