czwartek, 19 października 2017

„Filozofia jest otwarciem się na świat. Życie otwarciem na człowieka.” Wywiad z Karoliną Wiaczewską, autorką "Kaleczników" oraz "Mrocznego Postscriptum" :)




„Filozofia jest otwarciem się na świat. Życie otwarciem na człowieka.” 

Zdj. nadesłane. Z prywatnego albumu Autorki


Kobieta niezwykle aktywna, intrygująca i szczera. Autorka dwóch książek, dla której filozofia ludzka, człowiek i jego studium życia to nieustanne pasmo inspiracji. Fascynująca się literaturą klasyczną oraz muzyką, która ma swoją głośność, nośność, monumentalność. Twórczyni wszechstronna, która nie przywiązuje się do swoich bohaterów, stawia im jasno określone cele, nie pozwala na wybryki.


Twórczyni świadoma swojej wartości, która obok poznawania ludzkiej natury chce z czytelnikiem podejmować wspólne konwersacje oparte nie na merytoryce, ale przede wszystkim na epicentrum tematu, które buzuje jak gorąca lawa w obudzonym wulkanie. Chce, by tematy przez Nią podjęte zmuszały do głębszych refleksji i wnosiły w życie coś wartościowego, coś, czego tak łatwo się nie zapomina. Zawsze skrupulatnie przygotowuje zarys swoich opowieści, z należytą estymą, by wszystko co nakreśli dla czytelnika było na jak najwyższym poziomie w myśl wyznawanej przez siebie zasady: "Robię coś wybitnie, albo nie robię wcale".


Poznajcie Karolinę Wiaczewską :)


Karolino dziękuję, że znalazłaś czas na udzielenie mi kilku odpowiedzi.

„Mroczne Postscriptum” to Twoja druga książka. Powiedz mi, skąd wziął się u Ciebie pomysł na to, by pisać?

Przede wszystkim chciałabym zauważyć, że pisania nie nazwałabym nigdy pomysłem - pomysłem na siebie. Czym innym jest czerpanie inspiracji z otaczającej nas rzeczywistości, a czym innym odzwierciedlanie siebie w tym co się robi.
Pisanie jest dla mnie po prostu stanem tak samo naturalnym, jak oddychanie. I nie ma w tym stwierdzeniu przesady. Nie pamiętam siebie niepiszącej. Pisanie jest formą rozmowy: rozmowy z postacią, czytelnikiem, czy samym sobą. Piszę jednak tylko wtedy, gdy mam coś do przekazania. Nie piszę więc dla treningu, dla podtrzymania się w gotowości. Kiedy znam już zarówno pierwsze, jak i ostatnie zdanie planowanej książki zabieram się do pracy. 


Wykładasz filozofię, w jakim stopniu pomaga Ci ona w tworzeniu swoich opowieści?

Słuchaczom moich wykładów staram się już na samym początku uświadomić, że filozofia jest niczym życie. Powiem więcej, można przyrównać ją do rdzenia ludzkiej egzystencji. Jest ona wpleciona w upływający czas. Przybiera kolory ludzkiego losu. Ma, jak człowiek różne nastroje. W końcu wypływa z ludzkiej refleksyjności, by być na wyciągnięcie ręki. Innym razem wiruje wraz z ziemią i resztą planet po orbitach, przesuwając się nieustannie z granicą postrzegania otoczenia przez człowieka. Może być niezbyt wyszukana w swym charakterze, albo szalenie wysublimowana, trafniejsza lub nie w swych interpretacjach, ale przede wszystkim trwa póki istnieje człowiek - do ostatniego uderzenia jego serca. Nie wyobrażam sobie zatem zarówno życia, nawet tego codziennego, jak i pisania bez udziału filozofii. 

Którą z książek pisało Ci się lepiej?

Nie ma jednego klucza według którego da się to ocenić. Na pewno moja pierwsza wydana książka (Kalecznicy) niosła z sobą większy ładunek emocjonalny i fakt ten przyspieszał już sam proces pisania.
 Co do opowiadań, wiedziałam, że muszę utrzymać je w jednym, określonym charakterze. Ta ramowość czasami przeszkadzała. Aczkolwiek najlepiej pisze mi się książkę "aktualną". Świeżo rozpoczęta praca jest wyzwaniem i podchodzę do niej zawsze z ciekawością i takim optymistycznym zastrzykiem adrenaliny. 


Robisz sobie plan według którego piszesz?

Czasami zastanawiam się, czy powinnam nazywać się pisarką. Jestem raczej "spisywaczem" swoich myśli. Pozornie brzmi to dziwnie, ale uwierz mi, że w tym słowie ukryty jest sens. Każda książka powstaje najpierw w mojej głowie i dopiero w momencie gdy jestem w stanie uchwycić ją w całości zasiadam do pisania. Zasadniczo nie robię planów, a już na pewno notatek. Moje zapiski ograniczają się raczej do suchych informacji technicznych i dotyczą dat, przebiegu wydarzeń historycznych, czy opisów konkretnych, istniejących miejsc. Są to zazwyczaj chaotycznie zabazgrane, składane po wielokroć, kartki w rozmiarze A4, w których treści tylko ja potrafię dostrzec ład. W tym aspekcie nie uznałabym się za uporządkowaną osobę. Tak naprawdę bowiem najważniejsze jest to, co ułożone tkwi spokojnie i bezpiecznie w mojej pamięci. 

Czy jest jakiś bohater z Twoich książek, który jest ci szczególnie bliski?

Niektórych bohaterów lubię innych nie, jeszcze inni są na tyle neutralni, że mogliby stać się dla mnie zwyczajnie obojętni. Wydaje mi się to być na swój sposób naturalnym zjawiskiem, związanym z wielością cech w jakie przyodziewa się postać. Jednak nie uprzedzam się do nich. Sama przecież nadaję im określone rysy, wyznaczam funkcje czy zadania, zatem nie mogę obarczać ich odpowiedzialnością za to jakie są.
Zdj. nadesłane.
Z prywatnego albumu Autorki
Tak właściwie fascynują mnie nie tylko wyraziste osobowości, ale także takie, które dumnie niosą w sobie pewną tajemniczość. Ta tajemniczość zaś nie powinna być jedynie elementem wyróżniającym je z otoczenia, ale musi konstytuować postać, jako konkretnego bohatera. Dopuszczam więc, aby był on poniekąd samodzielny, suwerenny, aby był pełną klasy, finezji, lekko cyniczną istotą, obdarzoną rysą, która budzi podziw i obawę zarazem - intryguje mnie wówczas taki bohater i czuję do niego coś na kształt szacunku. 

Czy któryś z bohaterów był niesforny i musiałaś go utemperować?

Mam nadzieję, że nie sugerujesz, iż tracę już kontrolę nad swymi myślami czy działaniem ;);););) Poważnie jednak póki co nie miałam takich doświadczeń i podejrzewam, że tego typu problemy nigdy nie dotkną ani mnie, ani konstruowanych przeze mnie postaci. Samowola nie wchodzi w grę dopóki moje nazwisko widnieje na okładce, zamiast nazwiska fikcyjnej osoby. 

Skąd u Ciebie pomysły na tytuły książek?

Przywiązuję dużą wagę do brzmienia tytułu. Musi on oddawać sens treści zawartej w książce. Nie chodzi o to, że koniecznie powinien zaskakiwać, ale raczej zawierać w sobie symbolikę. Tytuł to kwintesencja zamysłu, to precyzyjne uderzenie w punkt. Przyznaję, że wymyślanie tytułów nie jest moją mocną stroną. Zniechęcam się szybko i równie szybko niecierpliwię. Wówczas z pomocą przychodzi mi moja Mama.
 Opisuję Jej moje nastawienie, wskazuję na wiodące idee i czekam. Z kilku propozycji wybieram tę, która najtrafniej do mnie przemówi. Trochę to może abstrakcyjne, ale sprawdza się znakomicie. Tytuł "Kalecznicy" jest moim tworem. Pojawił się, a raczej wywiódł od okaleczonych ludzi, których opisałam. To raczej przypadek, że poszło sprawnie. W większości momentów ze złością rezygnuję z samodzielnej walki, co nie znaczy, iż zadowalam się każdą zaproponowaną mi wersją tytułu. Lubię powybrzydzać. Tak było w przypadku "Mrocznego Postscriptum". 


„Szukając pisarskich inspiracji, kieruje się ku człowiekowi z ciekawością i zadziwieniem” - tak czytamy w Twojej biografii. Odnieś się do tych słów.

To zdanie jest dla mnie bardzo ważne, gdyż oddaje mój stosunek do człowieka. Intryguje mnie w ludziach ich niesłabnąca i indywidualna aspiracja poznawcza. Bez względu bowiem na to czy człowiek jest młody, stary, wykształcony bądź nie, bez względu na wyznawaną wiarę, kolor skóry i wykonywaną profesję na swój niepowtarzalny sposób fascynuje się życiem i ma do tego pełne prawo. I tak jak filozofia może być niczym nowy ląd dla wypływającego w morze żeglarza- zagadką, wyzwaniem, pięknem, odpowiedzią na pytanie o prawdę, tak dla mnie spotkanie z człowiekiem staje się przygodą pełną mądrości, dynamiki czy dobra, ale także zetknięciem ze strachem, brutalnością czy złem. Ta różnorodność nie jest bez znaczenia, ale pozwala próbować uchwycić i zrozumieć naturę ludzką. Filozofia jest otwarciem się na świat. Życie otwarciem na człowieka. 

Jesteś też śpiewaczką operową. Jakiej muzyki słuchasz tak na co dzień?

Głośnej :);););)!!! A mówiąc serio, to takiej która ma w sobie moc. Preferuję utwory o monumentalnym charakterze - duże, rozbudowane formy dają mi energię i wprowadzają w niepowtarzalny klimat. Muzyka musi mieć swój ciężar gatunkowy i paradoksalnie przez ten fakt uskrzydlać. Słucham głównie muzyki wokalnej, bardzo rzadko kieruję swą uwagę na kompozycje tylko instrumentalne. Skrzypce solo są poza moim zrozumieniem, ale co do saksofonu osadzonego w jazzowej interpretacji, to jest on zawsze kuszący. Po jednej stronie stawiam więc opery rosyjskie takie jak "Borys Godunow", czy "Życie za cara", a po drugiej polskie, przedwojenne, filmowe przeboje. Bywa, że w moim domu rozbrzmiewają ludowe piosenki, zawsze te, najbardziej podobne do oryginalnych form, pozbawionych udziwnień technicznych. Tak właściwie słucham równie często pieśni wyśpiewywanych przez Chór Aleksandrowa, co melodii wykonywanych przez Adama Astona. W muzyce nie ma miejsca na politykę, uprzedzenia rasowe czy prywatne niechęci. Liczy się wartość dzieła i talent wykonawcy. Dobrze, gdy taka sama zasada tyczy się również literatury. 

Jaką czytujesz literaturę i czego szukasz w książkach?

Czytam powieści historyczne, obyczajowe, fantazy... - zarówno takie, które zawierają w sobie głęboką filozofię, jak i lekkość przygody. Z wielu, różnorodnych propozycji wybiorę jednak zawsze takie dzieła, które nie stronią od egzystencjalnych problemów. Dodatkowo muszą być napisane w taki sposób, aby czytały się niemalże jednym tchem, aby przepływały bez przeszkód do mojej świadomości. Wolę klasykę, niż współczesność, może dlatego, że sama chciałabym żyć w jednej z minionych epok, a może więcej niż w jednej ;);) Bułhakow, Szekspir, Dostojewski, Goethe, Dickens, Conrad... to twórcy do których chętnie wracam. Jednak tak właściwie wrażenie robią na mnie określone książki. Nie przywiązuję się zatem do konkretnych autorów. Jeśli jakaś pozycja literacka zrobiła na mnie wrażenie staje się dla mnie ważna i nie zapominam o niej, co nie znaczy, że kiedykolwiek sięgnę po inną produkcję tego samego twórcy. Książki szczególne, które dały mi więcej, niż mogłam pojąć czytając je to np. Sto lat samotności- Gabriela Marqueza, Okruchy dnia- Kazuo Ishiguro, Prawiek i inne czasy- Olgi Tokarczuk, Kobieta z wydm- Kobo Abe, Gdybym był tobą- Juliena Greena, a przede wszystkim Mistrz i Małgorzata- Michaiła Bułhakowa. Nie znaczy to naturalnie, że nie przeczytałam takich powieści jak Cukiernia pod Amorem- Małgorzaty Gutowskiej- Adamczyk (jestem cierpliwą osobą ilość tomów więc nie stanowi dla mnie problemu), Złoto Inków- Clive'a Cusslera czy El Dorado Polowanie na legendę duetu Andrzej Kapłanek, Jacek Pałkiewicz. Niezwykle rzadko sięgam po poezję. Jeśli jednak się na nią decyduję, to wybór pada na Adama Mickiewicza, Cypriana Kamila Norwida albo Edgara Allana Poe. 

Pasjonujesz się historią. Widać to zresztą w Twoich niektórych opowiadaniach, choćby po specyficznych imionach bohaterów. Czym się jeszcze pasjonujesz?


Tym razem ja pozwolę sobie zadać Ci pytanie po to, aby błyskawicznie udzielić na nie odpowiedzi. Czym bowiem może pasjonować się osoba, którą fascynują historyczne wątki związane z Krzyżakami, Templariuszami, Inkwizycją, która chciałaby przenieść się w czasy pierwszych Piastów czy ujrzeć na własne oczy imperium Inków? Otóż taka osoba może pasjonować się jeszcze teatrem i filmem ;););) Lubię pełne symboli i melancholii polskie kino lat 60 i 70, z uwzględnieniem krótkometrażowych form o zabarwieniu bardziej politycznym. W filmach bowiem szukam klimatu natomiast w teatrze osobowości aktorskich. Tadeusz Łomnicki, Tadeusz Fijewski, Stanisław Jasiukiewicz, Ignacy Gogolewski to mistrzowie, którzy swą grą potrafią wyzwolić we mnie pokłady emocji.
Co do imion bohaterów moich książek, to dobieram je skrupulatnie, w pierwszym rzędzie zapoznając się ze znaczeniem i pochodzeniem imienia. Tak samo bowiem, jak postać literacka, tak i noszone przez nią imię musi coś sobą wyrażać. 

Czy jest coś, co chciałabyś osiągnąć pisząc kolejne książki?

Potrafię dla relaksu czytać Króla Leara ;);) albo kredkami świecowymi malować Mandale. Bywa, że na równi zgadzam się z Platonem i Arystotelesem, co zasadniczo jest trudne do pogodzenia ;);) Czasami tygodniami nie czytam i nie piszę nic, zastępując książkę pilotem do telewizora, którego używam jak zabawki przeskakując bez zaangażowania z programu na program. Kiedy biegam nie zatrzymuję się, bo wiem, że wówczas szybciej skończę trening ;);)
Zdj. nadesłane.
Z prywatnego albumu Autorki
 Kiedy założyłam ogród, a wywrotka usypała przede mną kilka kopców, to cieszyłam się, że rozrzucając łopatą 40 ton ziemi mogę bez ograniczeń jeść czekoladę, a i tak chudnę imponująco ;);) Co chciałabym zatem osiągnąć pisząc kolejne książki? Myślę, że przede wszystkim równowagę między tym co zwyczajne i niezwykłe. W życiu kieruję się dobrą zasadą "Robię coś wybitnie, albo nie robię wcale". Dlatego pisząc chcę robić to najlepiej jak w danym momencie potrafię, a sprzątając mieszkanie często odrzucam miotłę do kąta na długie dni, bo wiem, że nie mam woli sprostać własnym założeniom i ambicjom. W nastawieniu takim dostrzegam pewien rozsądek "złotego środka" :);) 


Opowiedz o swoich planach wydawniczych:

Z ogólnych informacji przekażę moim realnym i potencjalnym Czytelnikom, iż właśnie kończę poprawiać najnowszą powieść. Długie, bogate w emocje historie przeplatają się nie tylko przez trzy epoki dziejów, ale wędrują przez trzy kontynenty poszukując dla bohaterów odpowiednich mostów mogących połączyć brzegi ich życiowych rzek. Tyle jeśli chodzi o zapis papierowy. Natomiast co do powieści zakodowanych póki co jeszcze tylko w mojej pamięci, to mam na uwadze trzy. Tak właściwie scenariusze są już gotowe, postacie mają cechy osobowości i imiona, a to szalenie pozytywnie rokuje ;);) . 

Coś od siebie:

Nie wiem, czy to adekwatne miejsce na taki apel, ale myślę, że jako osoba posiadająca i kochająca zwierzęta przyznasz mi rację, iż bez względu na wszystko warto jest wyrażać swe stanowcze zdanie również w kwestii czworonogów. Kiedyś towarzyszył mi w życiu pies Niger, dzisiaj Mieszko. Traktowałam i traktuję moje psiaki jak przyjaciół i członków rodziny. Dbam, aby żyło im się lepiej, nawet moim własnym kosztem. Myślę, że zrozumie mnie w tym miejscu każdy kto chociaż raz wyjął sobie z ust smakołyk, aby nasycić błagalne spojrzenie psich oczu ;);) kto chociaż raz po wielokroć zmieniał pościel, a może nawet wyrzucał ją do śmietnika, bo nie dało się już sprać plam po błocie- plam w kształcie psich łapek naturalnie. Przypominam jednak wszystkim, że pies to istota czująca na równi miłość i ból ! Istota, której należy się szacunek i prawo do godziwego życia. W tym miejscu pragnę zaznaczyć, że moje słowa nie są jedynie próbą dołączenia do szeregu podobnych głosów. Pies bowiem pojawia się w jednym z moich opowiadań zawartych w książce "Mroczne Postscriptum", stając się jedną z przyczyn, dla których diabelskie podsumowanie dopada głównego bohatera. Żadna bowiem nieprawość moralna, szczególnie ta skierowana wobec zwierząt, nie pozostanie wymazana w oczach Demiurga, który zna zakamarki ludzkiej duszy i wie, jak podsumować człowieczą egzystencję. 

Dziękuję za rozmowę :)





środa, 18 października 2017

Relacja z prelekcji w 21 odsłonach o Günterze Grassie – twórcy kontrowersyjnym, nobliście...






Prelekcja poprowadzona przez tucholanina Marka Wolskiego odsłoniła osobę Güntera Grassa od zupełnie niecenzuralnej strony, odzierając autora z wszelkich doskonałości. Osoba Grassa ściśle związanego z Gdańskiem budzi wiele sprzecznych emocji, a nawet kontrowersji. Jako młody chłopak nie miał wcale zapędów do nauki. Edukację zakończył na piątej klasie, studiów nigdy nie podjął, a jednym z kierunków, które stały się jednym ze źródeł utrzymania były lekcje rysunku. 


Rzeźbiarz, rysownik, poeta, prozaik, niby człowiek wielkiego formatu, bo przecież otrzymał w 1999 roku Nagrodę Nobla, a prywatnie człowiek tyran. Od zawsze miewał ciągoty do świata polityki, przedmiotowo traktował kobiety. Do rozstania z pierwszą żoną przyczynił się w dużej mierze jego paskudny charakter. Miało to też przełożenie w jego bardzo kontrowersyjnej twórczości. Znienawidzony przez krytyków literackich, co i rusz otrzymywał krytyczne baty. 







Uwielbiał taniec. Prowadził bardzo wyzywającą twórczość rysownika opartą na brutalnym seksie, odartą z wszelkich zasad przyzwoitości. Dwukrotnie oskarżony o szerzenie pornografii.


Nie bez znaczenia jest też ciemna strona jego przeszłości, kiedy jako piętnastolatek w trakcie drugiej wojny światowej wstąpił w szeregi SS. Ten epizod odbijał się czkawką przez całe Jego życie. O swoich emocjach z tym związanych można przeczytać w sztandarowym, autobiograficznym tekście „Przy obieraniu cebuli”.







Te i jeszcze inne ciekawostki można było usłyszeć na wczorajszej prelekcji „Günter Grass znany i nieznany. Noblista w dwudziestu jeden odsłonach”. Prelekcja ciekawa, jednak prowadzący zdecydowanie nie ma zadatków na oratora. Wiem, że prowadzący to przede wszystkim czytelnik, a nie każdy jest zawodowym mówcą. Tej sztuki też trzeba się niestety nauczyć. 


Wiele jeszcze nie zostało powiedziane do końca, a Grass kryje jeszcze wiele swoich tajemnic, dlatego myślę, że pewnie temat ten powróci niejednokrotnie na tablice.

[Patronat medialny] „Piekarskie drogi” Marian Pozorek. Klimatyczna historia o trudach życia i prawdziwej pasji szukania swojej drogi...






Wydawnictwo: Komograf

Szlak Literackiej PKP – Jazdy

Pociąg nr 17

Ilość stron: 76


Jestem pod ogromnym wrażeniem stylu i pomysłu autora. Niejednokrotnie się przy tej pozycji wzruszałam, a czytanie tak pięknej polszczyzny jest po prostu jak wisienka na torcie. Dzisiaj rzadko kto już tak pisze. Szkatułkowa budowa tej niecodziennej historii pozwala czytelnikowi docenić zawód piekarza. Widać w niej zamiłowanie i ogromny szacunek autora do zawodu, któremu poświęcił niemal całe swoje życie. Dzisiaj tradycje wypiekania chleba można obejrzeć jedynie w muzeum, bo technologia znacznie odbiega od tej, którą kiedyś stosowali nasi pra, pradziadkowie. Poczułam żal i rodzaj rozczarowania, kiedy na końcu książki przeczytałam o niespodziewanej śmierci autora oraz świadomości, że nie będzie już podobnej opowieści. I cieszę się, że ta pozycja została wydana, mam nadzieję, że dotrze do jak najszerszej grupy odbiorców.

Czy biorąc chleb do ręki zastanawiacie się nad procesem jego wytworzenia, nad jego symboliką? No właśnie, chyba mało kto już to robi. Symbolika chleba najgłębiej i najpełniej wyrażona jest w religii oraz w wartościach i szacunku do niego wyniesionych z domu rodzinnego, przekazanego przez rodziców, dziadków. W takich chwilach przypominają się okresy wojennych zawieruszy, głodu, biedy, kiedy chleb był na wagę złota. Czym dzisiaj dla współczesnych przesyconych przepychem jest chleb?





Opowieść o Kubie dorastającym w biednym Jagodnem. Matka wychowywała chłopca sama, bo jego ojciec umarł, gdy dziecko miało zaledwie dwa latka. A cała rzecz dzieje się w czasie insurekcji kościuszkowskiej. Młody Kuba dorastał w biedzie pomagając dziedzicowi w pracach gospodarskich. Kiedy we wsi pojawił się stary piekarz Ambroży chłopiec uczył się fachu od nieznajomego. Zdobyte doświadczenie pozwoliło mu przeżyć sybirską niewolę. To właśnie tam pracował w piekarni, a jego wyroby zdobywały szacunek nawet samego komendanta obozu. Kiedy nastał czas wolności i wizja powrotu do domu jak najbardziej realna, Kubę przy życiu trzymała myśl ujrzenia po dwudziestu trzech latach kochanej matki. 


Refleksje, jakie nasuwają się po lekturze wnikają w naszą świadomość przywołując wiele dawnych obrazów z przeszłości. To historia przede wszystkim o szacunku do pracy, o trudach i znojach tamtego życia, ale jakże prostego, skromnego. To opowieść o zupełnie innych relacjach między ludźmi, ale przede wszystkim o umiłowaniu do chleba, do pracy piekarzy. To rodzaj hołdu złożonego tym, którzy kiedyś sztuki rajzerskiej uczyli się najlepszych. Wówczas był to rodzaj sztuki, którą mogli pozyskać tylko wybrani, czasami przenoszonej z pokolenia na pokolenie.
„Piec stał w parku. Opalany był drewnem i wyglądał jak piwnica na ziemniaki. Z zewnątrz zarośnięty był pokrzywą i ostem. W pobliskiej drewutni piekarz wyrabiał ciasto na chleb. Do pieczenia miał 14 blach, w które wkładał po 3 kilo ciasta. […] Z biegiem czasu Ambroży nauczył Kubę procesu fermentacji kwasu chlebowego i wyrobu ciasta. Pieczenie trwało 3 dni.”

„Piekarskie drogi” Mariana Pozorka to wyjątkowa pozycja, która pod szkatułkową budową fabuły skrupulatnie przemyca pasję i poświęcenie życia autora sztuce piekarskiej, wypartej dzisiaj przez technologiczne urozmaicenia. Ta pięknie wysnuta historia Kuby, którego życie przypada na czasy rezurekcji kościuszkowskiej doskonale odzwierciedla tamten klimat, trudny czas, skromność i wzajemny szacunek. Piękny, a jednocześnie prosty język wydobywają z tej historii całą esencję i zmuszają do głębszej refleksji nad wartościami w życiu. A mnie za każdym razem powracają z pamięci zapachy świeżo upieczonego chleba przez babcię. Ten zapach roznoszący się po całym domu... Piękna i ważna książka, dla nas współczesnych.


Szczerze polecam!



Za egzemplarz i możliwość patronatu, dziękuję wydawcy

wtorek, 17 października 2017

„Królowie życia” Kuba Frołow. Wywiad rzeka z Waldemarem Tkaczykiem i Grzegorzem Skawińskim o wzlotach i upadkach, konfliktach i prawdzie, która zawsze wychodzi na jaw...






Wydawnictwo Edipresse Książki

Ilość stron: 208

Nowość wydawnicza


Lubię wywiady. To forma przekazu, w której można zawrzeć wiele emocji, ująć szczerością, pokazać swoje oblicze z nieco innej strony. A taki jest właśnie wywiad rzeka z dwoma charakterystycznymi postaciami zespołu Kombii. Kto dzisiaj nie kojarzy tych dwóch gości? Chyba wszyscy. Muszę przyznać, że szybko czyta się i w dodatku w środku znajduje się gratka dla wszystkich fanów – wkładka ze zdjęciami.




Opowieści zza kulis, prawdziwe, szczere, momentami zaskakujące faktami, ale intrygujące. Początki kariery sięgające lat siedemdziesiątych, gdzie Skawiński i Tkaczyk są młodymi chłopakami snującymi marzenia o karierze muzycznej. To właśnie muzyka zasiała ziarno przyjaźni między muzykami, która trwa od ponad czterdziestu lat. Młodzi chłopcy z maleńkiej Mławy szukają swojej muzycznej drogi najpierw w małych, kilkuosobowych kapelach, potem już w nieco większym gronie. Kameleon, Horoskop. Akcent, Kombi, Skywalker, O.N.A i Kombii – takie ścieżki pokonywali muzycy zdobywając doświadczenia, zbierając żniwa wielkiej kariery, cięgi i baty, niesłuszne pomówienia. Wspólne, wewnętrzne konflikty, sukcesy, rozpady zespołów i wszelkie emocje im towarzyszące. Myślę, że w pewnym sensie ta książka i te wyznania są dla nich niełatwe, a nawet nieprzyjemne, jednak nie należy też pewnych faktów przemilczeć. A jest tam wiele fragmentów, które ujawniają nie tylko konflikt i zarzucane przez Łosowskiego fałszywe oskarżenia, ale też powody np. rozpadu O.N.A. Wspomnienia z koncertów, festiwali, najlepszego rozkwitu zespołu, pozytywnych sytuacji i chwil.




Jest też wiele o życiu prywatnym muzyków. O ich niezwiązanym z muzyką wykształceniu, studiach, muzycznych inspiracjach i fascynacjach, pasji tworzenia, sprzęcie, o zakulisowym życiu owianym alkoholem, narkotykami, ostrymi balangami do białego rana... Trochę tego się nazbierało. Momentami nie powiem, aż otwierałam buzię ze zdziwienia. I nie ukrywam, że kiedy brałam ją do ręki, w głowie wybrzmiewała mi piosenka o tym samym tytule. Dla fanów zespołu świetna niespodzianka - wkładka ze zdjęciami niemal ze wszystkich okresów kariery muzyków.




Fajny, lekki, przyjemny, do poczytania przy porannej kawce. Niektórych zadziwi, zszokuje, ale na pewno zaspokoi ciekawość. „Królowie życia” to misterny zapis długiej przyjaźni, początków wielkiej kariery oraz fascynacji muzyką.


Szczerze polecam!


Za egzemplarz dziękuję:






poniedziałek, 16 października 2017

[Konkurs patronacki] Zinterpretuj tytuł i wygraj "Bez wytchnienia" Michała Matuszaka :)




Kochani!

Dzisiaj przychodzę do Was z kolejnym konkursem patronackim, w którym macie okazję wygrać jeden egzemplarz papierowy i dwa e-booki najnowszej powieści Michała Matuszaka "Bez wytchnienia". Recenzję mogliście już poznać przedpremierowo u mnie na blogu, ale cały czas można do niej wrócić. Zadanie konkursowe nie jest trudne, ale zanim przejdziecie do jego realizacji, zapoznajcie się proszę z zasadami konkursu.





Zasady konkursu

• Organizatorem konkursu jestem ja, zaś sponsorem nagród jest Wydawnictwo Literackie Białe Pióro, które rozsyła również nagrody

• Konkurs przeprowadzany jest na terenie Polski


• Konkurs trwa od momentu opublikowania postu konkursowego do 31 października 2017 roku do godziny 23.59


• Konkurs przeprowadzany jest na podstawie niniejszego Regulaminu

• Uczestnikiem może być każda osoba pełnoletnia, która w razie wygranej będzie mogła podać polski adres do wysyłki

• Należy w komentarzu pod postem kreatywnie odpowiedzieć na pytanie zadane w poście konkursowym. Zinterpretujcie tytuł najnowszej powieści Michała Matuszaka "Bez wytchnienia"

* Udostępnijcie post konkursowy u siebie, zaproście do wspólnej zabawy znajomych, polubcie profile na facebooku: Wydawnictwo Literackie Białe Pióro oraz Recenzje Agi

• Wygrywa osoba, której odpowiedź najbardziej przypadnie do gustu autorowi. Uczestnik przyjmuje do wiadomości, że wybór zwycięzcy jest czysto subiektywny i nie każdy musi się z nim zgodzić

• Ogłoszenie wyników nastąpi w ciągu 7 dni od zakończenia konkursu, zwycięzca ma 48h na zgłoszenie się w wiadomości mailowej na adres stokrotka954@wp.pl, po tym czasie nagroda przepada

• Wysyłka nagród odbędzie się za pośrednictwem Poczty Polskiej w ciągu 7 dni od otrzymania danych adresowych

• Biorąc udział w konkursie uczestnik potwierdza że zapoznał się i akceptuje niniejszy Regulamin

• Nagroda przedstawiona jest na poniższym zdjęciu, w jej skład wchodzi: jeden egzemplarz papierowy książki "Bez wytchnienia" Michała Matuszaka i dwa e-booki. Nagrody rozsyła wydawca




• Brak możliwości wymiany nagrody na równowartość pieniężną

• Brak możliwości przenoszenia nagrody na kogoś innego

• Zwycięzca ponosi odpowiedzialność za dostarczenie danych niezbędnych do prawidłowego doręczenia nagrody: tj. imię i nazwisko, adres do korespondencji - informacja ta jest przetwarzana jedynie na potrzeby wysyłki nagrody, nie jest przechowywana ani udostępniana nikomu. Po potwierdzeniu otrzymania nagrody przez Laureata - dane te są usuwane.

• Wzięcie udziału w Konkursie jest równoznaczne z zaakceptowaniem niniejszego Regulaminu

• Uczestnik oświadcza, że jest właścicielem praw autorskich do pracy konkursowej i że powstała ona na potrzeby niniejszego Konkursu. Wykrycie plagiatu lub powtórnego użycia pracy jest równoznaczne z dyskwalifikacją Uczestnika

Powodzenia!

„Władca piasków” Eliza Drogosz. Tajemnicze i magiczne wcielenia egipskich bogów...





Wydawnictwo Poligraf

Ilość stron: 416

Rok wydania: 2015



Co wspólnego ze współczesnością mają starożytni, egipscy bogowie? Okazuje się, że bardzo wiele, szczególnie w relacjach między nastolatkami, których autorka postanowiła osadzić w klimatycznym Egipcie z wszelkimi jego urokami. Eliza Drogosz należy do pokolenia młodych twórców, bardzo młodych. „Władca piasków” jest Jej debiutem wydanym w wielu siedemnastu lat. Czy jest to aż tak istotne? Myślę, że nie, bo kwestie wieku nie mają tutaj żadnego znaczenia. Pomysł zaś wyróżnia ją z wielu pozycji kierowanych ku młodzieży.


Właśnie do takiej grupy wiekowej zaliczyłabym tę książkę. Młodzież najlepiej rozumie się w swym kręgu niepozbawionym tajemnic. Jak w przypadku bohaterów powieści. Wszyscy oni poznają się na międzynarodowym obozie skierowanym do miłośników historii starożytnego Egiptu, który stanowi rodzaj wynagrodzenia za dobre wyniki w nauce. Jak więc widać można połączyć przyjemne z pożytecznym. Taką możliwość otrzymała również jedna z polskich nastolatek Sonia, która już w drodze do obozu poznaje Esterę. Dziewczyny szybko się zaprzyjaźniają. Na miejscu, poznają innych uczestników, przybyłych z innych krajów Europy. Czas dzielą między wzajemne poznawanie się, zgłębianiu ciekawych miejsc i tajemniczych zakątków Egiptu z jego historią, kulturą podzieloną na rozkwit epoki oraz czas współczesny. I tu brawa dla autorki, która skupiła się na naprawdę niesamowitych niuansach wydobywając z nich najciekawsze szczególiki, a nawet perełki. Informacje te skrzętnie owiała swoją fascynacją do tej części historii. 


Kim jest tytułowy Władca Piasków? Egipski bóg pustyni, chaosu, zła. W trakcie wędrówek młodych, bogowie odradzają się wstępując w ich ciała. Jakby tego było mało, zaczynają przybierać na sile tajemnicze, zagadkowe sytuacje. Takie niewytłumaczalne, nienamacalne, nierzeczywiste i nieoczywiste. Ponadto, zachowanie pewnego chłopaka z ich grupy Olivera również budzi wiele wątpliwości i pytań o powody takiego bardzo agresywnego zachowania. Jednym słowem, akcja nabiera szybkiego tempa i sprawi, że bohaterowie długo tej podróży nie zapomną. 




Widać w tej historii mnogość wątków, bohaterów i bardzo skrzętnie przemyconą fascynację autorki do historii starożytnego Egiptu. Ponadto rozpatruję tę powieść jako znakomitą kreację wszelkich relacji między młodymi. To, że zostali wręcz wybrańcami losu, odbywając w nagrodę wycieczkę do Egiptu, który chwilowo stanie się ich domem, jest też okazją do pokazania swojego charakteru, jakichś wzajemnych zależności między sobą. To, że dziewczyny potrafią świetnie się dogadać, irytację przynosi Oliver i jego buńczuczne zachowanie, opryskliwość i silna osobowość, która może niektórych przyciągać, niektórych wręcz odwrotnie. Młodzi ludzie mają inne spojrzenie na świat, inny sposób postrzegania otaczającej ich rzeczywistości. Wszelkie magiczne, niewytłumaczalne doświadczenia, jakie przyjdzie im przeżyć staną się dla nich wielką próbą. Czy obóz miał być tylko pretekstem do tego, by uśpieni przez wieki bogowie mogli odrodzić się na nowo i przejąć władzę nad światem? Autorka zostawiła sobie otwartą furtkę i w drugiej części powieści zatytułowanej „Berło zniszczenia” spróbuje odpowiedzieć na wszystkie narastające w tej części pytania.


„Władca piasków” to książka dla tych, którzy lubią dobrą przygodę, okraszoną wiedzą o historii i przeszłości Egiptu. To powieść o relacjach między młodymi, o próbach, na jakie zostają wystawieni, tajemnicach zagęszczonych w ciemnych zakamarkach oraz o tajemnej mocy, która uaktywni się w konkretnym celu. Co z tego wyniknie? Przekonajcie się sami.

Polecam!


Za egzemplarz dziękuję:







niedziela, 15 października 2017

„Poezja jest jak lustro, które odbija tylko kontury” Wywiad z Konradem Sikorą przy okazji premiery tomiku "To tylko woda" :)




„Poezja jest jak lustro, które odbija tylko kontury”

Fot. nadesłana. Z prywatnego albumu autora


Konrad Sikora należy do pokolenia młodych twórców, który zdecydowanie nie zamyka się w tylko jednym gatunku literackim. Od zawsze fascynował Go człowiek, jako istota charakterystyczna, popełniająca błędy, ale też mądra jednostka nosząca w sobie wiele prawd indywidualnych. Bacznie obserwuje rzeczywistość i kreuje ją w swoich dziełach literackich. Człowiek, którego poznaje, ciągle się go uczy na nowo, to tematy znane mu z autopsji.


Mądrość życiowa, jaka wypływa z Jego tekstów odznacza się piękną polszczyzną, co nie ukrywa zaszczepiła w nim polonistka w liceum. Mi opowiedział nie tylko o swoich inspiracjach literackich, warsztacie, ale też o tym, co myśli na temat poezji we współczesnym literackim świecie, jakie Jego zdaniem ma miejsce współczesna kultura, no i do jakich miejsc lubi ciągle wracać.


Konrad jest człowiekiem odznaczającym się wielkim szacunkiem do drugiego, sympatyczny, otwarty na ludzi i tę pozytywną energię da się wyczuć już przy pierwszym spotkaniu, choćby wirtualnym. I dziękuję losowi, że jak na razie stawia na mojej drodze tak fantastycznych twórców, od których ciągle się czegoś uczę. Od Konrada na pewno cierpliwości, szczerości i ogromnego hartu ducha. Może mało kto z Was wie, ale prywatnie Konrad życie zawierzył Bogu. Nie wstydzi się tego, a nawet dumnie ukazuje zależności między człowieczeństwem a sferą duchową i miłością Boga do nas. Aktywnie uczestniczy w życiu kulturalnym, czy teatralnym.


Zresztą, przeczytajcie sami. Zapraszam. 



Witaj Konradzie. 

Dziękuję, że znalazłeś czas i zgodziłeś się udzielić mi odpowiedzi na poniższe pytania.


Tomik poezji, zbiór dramatów, epos – jednym słowem - różnorodność gatunkowa, a jednocześnie przyjemność ze spotkania z Twoją twórczością. Nie spoczywasz na lurach, tworzysz dalej, bo już niebawem wyjdzie na rynek wydawniczy kolejny tom wierszy. W zamyśle na pewno wiele innych dzieł. Po co w ogóle tworzysz? Czym dla Ciebie jest w ogóle poezja, pisanie? To odrębne kwestie, wiem, ale chciałabym usłyszeć odpowiedzi na każdą z nich.


Z tworzeniem to jest trochę tak, jak z monologiem na scenie: chcemy mówić do kogoś, choć rzeczywiście przecież mówimy do siebie. Rzadko monolog jest konkretną apostrofą. Pisarstwo to też taki monolog. Oczywiście przeznaczony dla czytelników. Chciałbym coś czytelnikowi powiedzieć. Niejednokrotnie chcę, by to, co niosą moje utwory, wyrywało ich ze stagnacji, skłaniało do myślenia. I chyba to jest nadrzędny cel mojego pisarstwa: budzenie refleksyjności.
A czym jest dla mnie poezja? Powtórzę za Janem Pawłem II, że to wielka dama. I rzeczywiście, poezja jest jak namiętna kobieta, jak narkotyk. Potrafi napsuć nerwów, ale potem odwdzięcza się swoim pięknem. 



Pamiętasz swoje pierwsze początki z literaturą, z magią słowa pisanego?
Pamiętam je bardzo dobrze. Dla mnie największa przygodą był „Mały Książę”. Było to już dawno temu, ale często wracam do tej książki. Potem pojawił się Szekspir i tragicy starogreccy. Wszedłem w struktury dramatu i tak mi już jakoś zostało. Wszystko więc, co tworzę, chcę, by miało charakter dramatyczny i łatwo mogło poruszać się na scenie. Lubię, kiedy słowo się materializuje na scenie. To niesamowite uczucie widzieć swoje myśli, jak mówią, jak się zachowują postacie, które miałem wcześniej w głowie. 


Skąd czerpiesz nieustanne inspiracje?
Inspiracje czerpie się z wielu stron. Czasami jest to konkretna historia, na potrzebę literacką nieco przetworzona. Czasami jest to jakaś jedna myśl, która potem urasta do wielkości dramatu. W większości jednak inspirują mnie ludzie, spotkania z nimi, rozmowy. Lubię też niekiedy posiedzieć na rynku jakiegoś miasta i obserwować. Często rozmawiam z przypadkowymi ludźmi, ot tak, po prostu. To wszystko sprawia, że inspiracji nie brakuje. Brakuje raczej czasu.


Używasz w swoich dziełach poprawnej polszczyzny. Zwracasz na to wielką uwagę, przywiązujesz się do poprawności językowej. Kto Cię tego nauczył, kto był, jest Twoim mentorem literackim, językowym?

Miłości do piękna polskiego języka nauczyła mnie moja polonistka z liceum, pani Jolanta Wojdyła. W ogóle miałem takie szczęście, że zamiłowania do polskiego dziedzictwa uczyłem się w dukielskim liceum pod okiem wspomnianej profesorki, ale także wspaniałej pani biolog, profesorki Marii Walczak, która kibicowała mi przy wydawaniu pierwszej książki. Jeśli zaś chodzi o pisarzy polskich, to na pewno istotni dla mnie są Miłosz, Szymborska i Herbert.


Usłyszałam całkiem niedawno taką tezę, że poezja, to kwestia wrażliwości. Czyli, że nie każdy może ją tworzyć. Zgodzisz się z tym? Jak w ogóle postrzegasz współczesną poezję i jej miejsce w dzisiejszej literaturze?

Myślę, że warto tutaj przytoczyć słowa Wisławy Szymborskiej, że poezję czytają tylko niektórzy. Czy to jest kwestia wrażliwości? Być może. Myślę jednak, że poezja bardziej jest kwestią myślenia. Powieść daje wiele gotowych rozwiązań. Poezja zaś daje zarysy rzeczywistości. Tak widzę tę różnicę. Oczywiście, dobra powieść też daje wiele do myślenia, ma miejsca na niedopowiedzenia. Niemniej poezja jest właśnie tylko szkicowaniem. 
Zdj. nadesłane. Z prywatnego albumu autora
 Chciałbym zawsze widzieć poezję jako coś, co podnosi na duchu. Nie zawsze tak jest. Jednak trzeba walczyć o to, by poezja znów stała się czymś otwierającym człowieka na sprawy ducha. Kiedyś o Rilkem mówiono, że był świadkiem spraw ducha. Dziś do tego należałoby wracać. Czy poezja ma relacjonować rzeczywistość, czy raczej być dla niej swoistym remedium? Ja odpowiadam: powinna być remedium. 


Nad czym się pochylasz, co Cię najbardziej absorbuje przy pisaniu? 

Trudno powiedzieć. To zależy, czym się akurat zajmuję, co przeżywam. Pisanie to bardzo złożony proces. Nie ma jednego prawidła. 


Po jaką literaturę sięgasz na co dzień? Wymień swoich ulubionych pisarzy, twórców.

Na co dzień czytam wiele. Powieści, poezje, eseje, książki filozoficzne, dramaty. Ulubionym pisarzem jest ostatnio Czesław Miłosz i Richard Flanagan. Zajmuję się także Leśmianem. 


Myślisz, że pisania można się nauczyć? Gdzie na przykład powinno uczyć się pisać poezję?

Pisania z pewnością można się nauczyć. Myślę jednak, że nie jest się w stanie nauczyć pisać liryki, epiki czy dramatu, jeśli się tego nie czuje. Można, oczywiście można uczyć się pisać i mieć nawet niezły warsztat. Czasami jednak odnoszę wrażenie, że poza warsztatem nie ma nic. Lubię czytać utwory, w których „czuję” autora. Znaczy to, że on siebie jakoś wyraża, zostawia kawałeczek, tyle, ile chce. Roman Ingarden co prawda mówił, że nie można psychologizować dzieła literackiego. Może nawet o takie psychologiczne odczytanie tutaj nie chodzi, ile o poczucie obecności autora. Zabrzmi to pewnie nieco misteryjnie, ale dzieło musi mieć tożsamość tego, kto je spłodził. Sam warsztat może dać w efekcie jedynie fantom. Krótko mówiąc: trzeba mieć talent, ale ten talent trzeba też rozwijać. 


Pod koniec naszej rozmowy zapytam jeszcze o samą istotę poezji. Co Cię w niej tak fascynuje?

Wspomniane zarysowywanie świata. Poezja jest jak lustro, które odbija tylko kontury. I może jeszcze to jest fascynujące, że poezja dogrzebuje się do ducha ludzkiego. Na pewno jest to niebezpieczne też, bo to zaglądanie do intymności. Ten żywioł, jakim jest poezja, to on tak fascynuje. Poezja jest jak rzeka: potrafi zachwycić spokojnym nurtem, ale potrafi też zaskoczyć gniewnym hukiem. 

Lubisz teatr? Jeśli tak, to jaki? Tradycyjny, czy współczesny?

Pytanie o teatr jest bardzo trudne. Nie mogę jednoznacznie odpowiedzieć, który teatr bardziej lubię. Wybieram sztuki wg tego, czy mnie zachęci sztuka. Może to być klasyk, może to być współczesny teatr. Ulubiłem realizacje w Siemaszce w Rzeszowie. Tamtejszy teatr naprawdę robi genialne sztuki. 

Jakie jest Twoje spojrzenie na współczesną polską kulturę? 

Dzieje się w niej wiele dobrego. Czasami jednak myślę, że środki artystycznego wyrazu są dobierane na ślepo i zamiast służyć zbudowaniu człowieka, zamiast skłaniać go do refleksji, skłaniają go raczej do odruchów wymiotnych.
Zdj. nadesłane. Z prywatnego albumu autora
 Zadaję sobie w tym kontekście pytanie, czy o to chodzi w sztuce? Czasami chcemy wywołać jakieś skrajne reakcje, ale nie sądzę, by dobrym było powodować łzy zawodu, gniewu i frustracji, że się kogoś nie szanuje. 
Dzisiejsza walka kultur pomija zasadniczy czynnik: „człowieczeństwo”. Mówi się o prawach takich, czy owakich, ale nie sięga się do podstawy: do człowieka jako takiego. Czeka nas poważna praca u podstaw. 


Masz swoje ulubione miejsca, do których chętnie wracasz, może w których chętnie tworzysz?

Chyba każdy je ma. Ja najlepiej czuję się w Beskidach, w lesie, w nadrzecznych krzakach. Ale lubię też Wzgórze Wawelskie w Krakowie, Plac Litewski w Lublinie i starówkę warszawską. 


Co chciałbyś na niwie poezji osiągnąć? 

Żeby mieć grupkę Czytelników-Rozmówców. 


Zdradź nam swoje plany wydawnicze:

Mogę tyko zachęcić, by słuchać, co piszczy w beskidzkiej trawie. 

Coś od siebie dla czytelników: 

Czytelników zachęcam do dialogu z twórcami. Piszcie do nas różnymi kanałami. Spotykajcie się z nami i bądźcie odważni w zadawaniu trudnych pytań. Nie ma pisarza, który by dla Was nie pisał. A jeśli ktoś pisze tylko dla siebie, to niech sobie siedzi w swoim domu i nie wychyla nosa. 

Dziękuję za rozmowę.